W najnowszym wpisie na Facebooku Jacek Strojny punkt po punkcie cytuje zarzuty inicjatorów referendum w Krakowie – strefa czystego transportu, szybkie zadłużanie miasta, wzrost podatków i cen biletów, „kolesiostwo” i upartyjnienie instytucji, „ufejsbukowienie prezydentury” – i przykłada je do Rzeszowa. Dodaje do tego własną diagnozę: dług, chaos urbanistyczny, rozkład instytucji, kryzys przywództwa.
To nie jest głos anonimowego krytyka. W wyborach samorządowych 2024 r. Strojny zdobył 20,61% głosów w wyścigu o fotel prezydenta (ponad 18 tys. głosów) i skończył na trzecim miejscu, za Konradem Fijołkiem i kandydatem PiS. Jego komitet Razem dla Rzeszowa uzyskał 14% poparcia w wyborach do Rady Miasta, co przełożyło się na czterech radnych – dziś to trzeci co do wielkości klub w ratuszu, obok KO i Rozwoju Rzeszowa, a także silna reprezentacja w radach osiedli.

Kiedy więc taki gracz mówi publicznie: „w ubiegłym roku podjąłem temat referendum w Rzeszowie” i przyznaje, że „przestraszył tym pomysłem PO i PiS”, trudno zbyć to wzruszeniem ramion.
Co trzeba zrobić, żeby referendum w ogóle ruszyło
Polska ustawa o referendum lokalnym jest bezlitosna dla miejskich „awantur” – bez formalnych kroków i solidnego społecznego zaplecza nie ma mowy o głosowaniu, a emocje na Facebooku nie liczą się ani jako podpis, ani nie dokładają się do frekwencji.
W Rzeszowie ścieżka wyglądałaby tak:
- Komitet
Grupa mieszkańców (nie radnych) powiadamia komisarza wyborczego o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta. Na dziś taki komitet w Rzeszowie nie istnieje. - Podpisy
W miastach na prawach powiatu, takich jak Rzeszów, inicjatorzy muszą zebrać podpisy co najmniej 10% uprawnionych do głosowania.
Przy obecnej liczbie wyborców oznacza to około 15 tys. ważnych podpisów – tyle wskazują lokalne wyliczenia. - Frekwencja
Referendum w sprawie odwołania prezydenta jest ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 3/5 liczby wyborców głosujących w wyborach, w których prezydent został wybrany.
Dla Rzeszowa, przy danych z wyborów 2024, próg to w przybliżeniu 27–28% wszystkich uprawnionych, czyli ponad 40 tys. osób przy urnach. - Wynik
Jeśli próg frekwencji zostanie przekroczony, wystarczy zwykła większość głosów „za”, aby prezydent stracił mandat.
Na dziś jesteśmy na etapie punktu zerowego: brak komitetu, brak podpisów, brak decyzji komisarza. Jest tylko polityczna narracja i testowanie nastrojów.
Siła i słabość Strojnego
Strojny ma kilka realnych atutów:
- wynik osobisty – ponad 20% w wyborach na prezydenta w 2024 r.;
- zaplecze w radzie – czterech radnych Razem dla Rzeszowa, czyli zdolność nagłaśniania tematów i blokowania części pomysłów Fijołka;
- rady osiedli i stowarzyszenie – sieć aktywistów, która potencjalnie może stać się szkieletem komitetu referendalnego;
- doświadczenie – sam przyznaje, że angażował się w akcje referendalne w Zabrzu i Wrocławiu po stronie inicjatyw społecznych, zna więc praktyczną stronę zbiórki podpisów i kampanii.
Ale są też ograniczenia:
- w wyborach prezydenckich przegrał nie tylko z Fijołkiem, ale i z kandydatem PiS – jego 20,61% to dużo, ale wciąż mniej niż jedna trzecia elektoratu;
- w Radzie Miasta rządzi układ KO + Rozwój Rzeszowa, wspierany incydentalnie przez PiS – ten sojusz w 2025 r. dał Fijołkowi zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium, a decydujące były głosy części radnych PiS.
- nawet jeśli Razem dla Rzeszowa zebrałoby 15 tys. podpisów, referendum trzeba jeszcze „dowlec” do frekwencji ponad 40 tys. głosujących – tu już nie wystarczy „twardy elektorat” Strojnego.
Dlatego jego rola jest dziś podwójna: z jednej strony lidera środowiska, które może być kręgosłupem ewentualnego komitetu, z drugiej – testera nastrojów, który bada, czy hasło „referendum” elektryzuje rzeszowian na tyle, by warto pójść na całość.
Konfederacja i Braun – nowi gracz w samorządowej układance?
Grzegorz Braun ma w Rzeszowie swoją historię i to nie tylko w sferze komentarzy, ale realnych wyników przy urnach. W przedterminowych wyborach prezydenta miasta w 2021 roku zdobył 9,15 proc. głosów, zajmując czwarte miejsce za Konradem Fijołkiem, Ewą Leniart i Marcinem Warchołem – to był pierwszy sygnał, że jego nazwisko rezonuje w stolicy Podkarpacia mocniej niż w wielu innych dużych miastach.
W wyborach prezydenckich 2025 r. ten potencjał się utrwalił: w pierwszej turze w samym Rzeszowie Sławomir Mentzen uzyskał 16,57 proc. (18 252 głosy), a Grzegorz Braun 6,81 proc. (7 503 głosy), razem dając ponad 23 proc. poparcia dla skrajnie antysystemowego skrzydła prawicy. W skali całego kraju Mentzen i Braun łącznie zebrali blisko 21 proc. głosów, a na Podkarpaciu ten nurt jest jeszcze silniejszy.
To oznacza, że choć ich środowisko nie ma dziś swoich radnych w rzeszowskiej radzie, to dysponuje znaczącym, dobrze zmobilizowanym elektoratem, który w sytuacji referendum może stać się języczkiem u wagi. Dla Konfederacji i Brauna wsparcie inicjatywy referendalnej byłoby naturalną szansą na wejście do gry o miasto – a dla Jacka Strojnego potencjalnym wzmocnieniem jego obozu o kilkanaście procent głosów, których sam ruch Razem dla Rzeszowa nie jest w stanie „wyciągnąć” z domów.
Jak głosowała Rada Miasta: polityczny barometr
W 2025 r. w Rzeszowie doszło do głosowań, które świetnie pokazują realną, samorządową arytmetykę i układ sił w radzi miasta:
- wotum zaufania dla Konrada Fijołka – po burzliwej debacie, ale z ostatecznym wynikiem korzystnym dla prezydenta;
- absolutorium z wykonania budżetu – również przyjęte, i to m.in. dzięki temu, że część radnych PiS zdecydowała się nie doprowadzać do kryzysu finansowego miasta.
To daje Fijołkowi mocny argument: „skoro radni – w tym część opozycji – dają mi wotum zaufania, referendum to nie wyraz woli mieszkańców, tylko polityczny rajd jednej formacji”. Dla inicjatorów ewentualnego referendum oznacza to konieczność wyjścia poza radę – na ulice, pod bloki, do ludzi, którzy polityką interesują się raz na kilka lat.
Zabrze, Wrocław, Łódź, Warszawa: cztery lekcje
Jeśli Rzeszów szuka wzorców, ma z czego wybierać:
- Zabrze – pełen sukces inicjatorów: podpisy zebrane, referendum doszło do skutku, frekwencja przekroczyła próg, prezydentka została odwołana, rada została.
- Wrocław – dwie nieudane próby: w obu zabrakło podpisów do wniosku referendalnego, głosowania nie było, a Jacek Sutryk wyszedł z całej historii raczej wzmocniony.
- Łódź – Jerzy Kropiwnicki odwołany przy frekwencji zaledwie 22,2%, ale powyżej wymaganego progu; ponad 90% głosów „za” odwołaniem.
- Warszawa – odwrotnie: ok. 94% głosów „za” odwołaniem Hanny Gronkiewicz‑Waltz, ale frekwencja 25,66% poniżej progu 29,07%. Referendum nieważne, prezydent zostaje.
W Krakowie natomiast inicjatywa jest dziś najbardziej zaawansowana – są dziesiątki tysięcy podpisów, o referendum mówi cała Polska, a zarzuty brzmią bardzo podobnie do tych, które Strojny formułuje wobec Rzeszowa.
W Krakowie widać już konkretny efekt mobilizacji – według relacji komitetu referendalnego i mediów zebrano najpierw ponad 20 tys. podpisów na początku lutego, a po trzech tygodniach akcja urosła do 54 537 podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego i całej rady miasta. Inicjatywie przewodzi radny dzielnicy Stare Miasto Jan Hoffman, ale w zbiórkę mocno włączyły się środowiska prawicowe, w tym działacze Konfederacji, którzy organizują dyżury przy stolikach, promują akcję w mediach społecznościowych i ciągną zbiórkę w dzielnicach, gdzie klasyczne komitety obywatelskie mają słabsze struktury.
Dla rzeszowskiego obozu Jacka Strojnego to ważny sygnał: w momencie, gdy inicjatywa referendalna wchodzi w fazę „zbiórka w terenie”, wsparcie dobrze zorganizowanego zaplecza antysystemowego zaczyna być jednym z kluczowych czynników powodzenia całej akcji.
Scenariusze dla Rzeszów można streścić tak:
- droga Zabrza – zaryzykować reset, licząc na frekwencję i zmianę przywództwa;
- przykład Wrocławia – głośna akcja, zero głosowania, wzmocniony prezydent;
- powtórzyć łódzki scenariusz „niska frekwencja, ale powyżej progu”;
- albo warszawski – mocny sygnał niezadowolenia przy urnach, lecz formalnie nieważne referendum.
Czy referendum w Rzeszowie jest realne – i po co ta rozmowa
Na dziś odpowiedź brzmi: tak, jest realne jako scenariusz, ale jeszcze nie jako konkretna procedura. Prawo daje jasną ścieżkę, liczby są policzone, doświadczenia innych miast dostępne jak na dłoni. Brakuje tylko najważniejszego – decyzji, by ten scenariusz uruchomić.
Równocześnie sama dyskusja o referendum już ma wpływ na rzeszowską politykę: zmusza prezydenta i radnych do mówienia o długu, priorytetach inwestycyjnych, stylu zarządzania instytucjami, sensowności kolejnych podwyżek. To być może największa wartość obecnej debaty – zanim jeszcze ktokolwiek weźmie do ręki listę podpisów.
Czy w Rzeszowie faktycznie dojrzewa większość, która chce odwołania Konrada Fijołka, czy na razie słyszymy głównie głośną mniejszość? Czy mieszkańcy rzeczywiście źle oceniają dziś prezydenta demokratycznie wybranego po raz drugi niecałe dwa lata temu, czy też mamy do czynienia przede wszystkim z awanturą polityczną, która korzysta z ogólnopolskiej mody na „odwoływanie” włodarzy? Pytanie o referendum jest więc pytaniem o dwie rzeczy naraz: o realny bilans rządów Fijołka w oczach Rzeszowian i o to, czy potencjalny obóz „za odwołaniem” ma zaplecze i poparcie społeczne, czy jedynie testuje nastroje.














![Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA] Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA]](https://static2.halorzeszow.pl/data/media/2026/02/10/sm-16x9-obchody-86-rocznicy-pierwszej-deportacji-polakow-na-sybir-w-rzeszowie-fotorelacja-1770756759-0.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze