W niedzielę na Stadionie Miejskim przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie rozgrywano mecz pomiędzy Stalą Rzeszów a Wisłą Kraków. Bezpieczeństwo zgromadzonych kibiców zapewniali policjanci z komendy miejskiej przy wsparciu mundurowych z Oddziału Prewencji Policji z Rzeszowa i Krakowa oraz komend ościennych. Wydawało się, że wszystko przebiega zgodnie z planem, aż do momentu, gdy jeden z widzów najwyraźniej uznał, że atmosfera wymaga dodatkowego urozmaicenia.
Czytaj również:
Pod koniec meczu mundurowi zauważyli nietypową scenę. 50-letni mieszkaniec Rzeszowa postanowił przeskoczyć przez ogrodzenie stadionu i wtargnąć na teren imprezy masowej. Policjanci, którzy obserwowali sytuację, zatrzymali ambitnego kibica na gorącym uczynku. Okazało się, że mężczyzna był nietrzeźwy – miał w organizmie ponad promil alkoholu. Jakby tego było mało, przy sobie miał również alkohol, co stanowi kolejne naruszenie przepisów.
Nietrzeźwy, z alkoholem i w policyjnej izbie
W chwili zatrzymania 50-latek nie był w stanie wytłumaczyć, co skłoniło go do tak spektakularnego gestu. Być może chciał osobiście pogratulować piłkarzom, a może po prostu uznał, że widok z murawy jest lepszy niż z trybuny. Niezależnie od motywacji, mundurowi potraktowali całą sytuację z pełną powagą. Mężczyzna został zatrzymany i osadzony w policyjnej izbie zatrzymań.
W poniedziałek usłyszał zarzut dotyczący zakłócenia imprezy masowej zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych. Za wtargnięcie na teren rozgrywanego meczu piłki nożnej grozi mu kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności. To jednak nie koniec problemów dla początkującego "intruza stadionowego".
Czytaj również:
Alkohol na trybunach? Zapłacisz i to słono
W najbliższym czasie mężczyzna usłyszy również zarzut popełnienia wykroczenia. Zgodnie z art. 56 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych wniesienie lub posiadanie alkoholu na terenie imprezy masowej, poza zakupionym na miejscu, grozi karą ograniczenia wolności albo wysoką grzywną, nie niższą niż 2000 złotych. Sprawca może również otrzymać zakaz stadionowy, co oznacza, że najbliższe mecze będzie musiał oglądać wyłącznie w telewizji i to w trzeźwym stanie, najlepiej bez prób akrobatycznych skoków przez meble w salonie.
Niedzielny "popis" 50-latka na rzeszowskim stadionie to doskonała lekcja na temat tego, jak nie należy celebrować sportowych emocji. Zamiast wspomnień z dobrego meczu mężczyzna ma teraz zarzuty karne, widok z policyjnej izby zatrzymań i perspektywę wysokiej grzywny. Może następnym razem wystarczy po prostu kibicować z trybuny?



















Napisz komentarz
Komentarze