Głosowanie, które odbyło się 30 sierpnia 2026 r., miało być pokazem siły prawicowej opozycji i pretekstem do przejęcia władzy w powiecie, uważanym od lat za bastion dotychczasowych układów samorządowych. Przedstawiciele Konfederacji zarzucali staroście Józefowi Kardysiowi „betonowanie” samorządu i brak dialogu z mieszkańcami. Scenariusz pisany w gabinetach politycznych Konfederacji brutalnie jednak zweryfikowała rzeczywistość.
Czytaj również:
Brutalne zderzenie z progiem frekwencyjnym
Aby referendum miało moc prawną i doprowadziło do rozpisania nowych wyborów, do urn musiałoby pójść co najmniej 14 885 mieszkańców powiatu kolbuszowskiego (3/5 osób biorących udział w wyborach samorządowych z kwietnia 2024 roku).
Tymczasem frekwencja wyniosła zaledwie 18,92% – zagłosowały 9 393 osoby. Do spełnienia wymogu ustawowego zabrakło blisko 5,5 tysiąca głosów.
Choć sztab polityków Konfederacji próbuje ratować twarz, wskazując na procentowy rozkład głosów, liczby te są nieubłagane: przeważająca większość mieszkańców powiatu kolbuszowskiego po prostu zignorowała apel europosła Buczka i postanowiła zostać w domach.
Czytaj również:
Buczek szuka winnych: „Zastraszanie” i brak frekwencji
W wydanym po ogłoszeniu wyników oświadczeniu w mediach społecznościowych europoseł Tomasz Buczek nie ukrywał rozczarowania brakiem progu frekwencyjnego, jednocześnie obwiniając lokalne układy polityczne i zarzucając im wywieranie presji na mieszkańców:
„98% głosujących mieszkańców zagłosowało za odwołaniem rady i starosty powiatu kolbuszowskiego! 9166 głosów ważnych za ODWOŁANIEM. Tylko 180 głosów ważnych za pozostaniem. Zabrakło tylko jednego — frekwencji. Niestety referendum nie jest wiążące... Lokalni działacze PiS-PO-PSL skutecznie dezinformowali i zniechęcali do głosowania. Część mieszkańców była wręcz zastraszona. Nie jest łatwo pójść na referendum, gdy krewna pracuje w szkole lub szpitalu, a w komisji wyborczej zasiada dwóch urzędników ze Powiat Kolbuszowski - Starostwo Powiatowe w Kolbuszowej. Mimo wszystko nie poddajemy się! Głosu 9166 mieszkańców nie da się zignorować!” — napisał w swoich mediach społecznościowych Tomasz Buczek.
Dlaczego plan Buczka i Konfederacji się załamał?
Tłumaczenia o „zastraszaniu” i walce z koalicją lokalnych ugrupowań nie zmieniają faktu, że porażka referendum to efekt błędnej kalkulacji politycznej oraz nieskutecznej strategii komitetu referendalnego:
- Przeliczyli się z mobilizacją: Samodzielne zebranie podpisów pod wnioskiem o referendum okazało się znacznie łatwiejsze niż skłonienie kilkunastu tysięcy osób do pójścia do urn w upalną, wakacyjną niedzielę.
- Skuteczna taktyka obozu starosty: Zwolennicy Józefa Kardysia i obecnego zarządu powiatu przyjęli najbardziej efektywną taktykę w polskich realiach referendalnych – apelowali o spokój i unikanie udziału w głosowaniu. Mieszkańcy powiatu uznali, że referendum to wewnętrzna, partyjna wojna, a nie realny problem lokalnej społeczności.
Porażka wizerunkowa na własnym terenie: Tomasz Buczek, który budował swoją pozycję na Podkarpaciu na krytyce lokalnych układów, poniósł symboliczną klęskę na własnym podwórku. Pokazało to wyraźnie, że popularność w mediach społecznościowych i mandat europosła nie przekładają się automatycznie na realną sprawczość w polityce powiatowej.
Czytaj również:
Starosta zostaje, Konfederacja liczy straty
Wynik niedzielnego głosowania oznacza, że Rada Powiatu Kolbuszowskiego kontynuuje swoją kadencję, a Józef Kardyś zachowuje stanowisko starosty. Zamiast zapowiadanego „przewietrzenia starostwa”, Konfederacja zostawiła po sobie jedynie wysokie koszty organizacji nieważnego głosowania, które ponieśli podatnicy.
Niedzielny wieczór w Kolbuszowej pokazał jednoznacznie: mieszkańcy wolą stabilizację od politycznych awantur, a Tomasz Buczek zamiast spektakularnego sukcesu musi przełknąć gorycz porażki.




Napisz komentarz
Komentarze