Wydarzenia, do jakich dochodziło w drewnianej chałupie zamożnego gospodarza Jędrzeja Chorzępy, do dziś przyprawiają o dreszcze. Choć minął ponad wiek, spory badaczy, historyków i pasjonatów zjawisk paranormalnych o to, co naprawdę wydarzyło się w Nienadówce, wciąż nie gasną. jak przypominają pasjonaci historii z portalu Nienadówka – Moja mała Ojczyzna, ta niezwykła opowieść do dziś budzi emocje wśród mieszkańców regionu.
Czy dziewczynkę opętał czart, czy był to wczesny przypadek psychokinezy, a może genialnie przemyślana mistyfikacja?
Krwawy pech, tajemniczy powróz i zemsta za nowy kościół
Wszystko według historycznych źródeł miało zacząć się niewinnie latem 1897 roku. Jak niesie lokalna legenda spisana przez wiejskiego poetę Wojciecha Biernata, dwunastoletnia Hanusia pasła bydło na łąkach, gdy zwierzęta nagle wpadły w szał i zerwały powrozy. Gdy dziewczyna szukała czegokolwiek do spętania krów, znalazła na trawie porzucony sznur. Jak się później okazało, miał to być straszliwy rekwizyt podniesiony po wisielcu.
Niedługo potem w zagrodzie Chorzępów rozpętało się piekło:
- Rozpętane zwierzęta: Bydło wyprowadzano nocą ze stajni i przywiązywano do drzew tak skomplikowanymi węzłami, że dorośli mężczyźni nie mogli ich rozwiązać.
- Znikające buty: Śpiącym domownikom porywano obuwie, by rano odnaleźć je na strychu lub napełnione cuchnącą uryną.
- Grawitacja przestała działać: Z kątów izby wylatywały rzepy, kamienie i kawałki drewna, celnie uderzając w domowników i ciekawskich sąsiadów.
Początkowo oszczędni i skryci Chorzępowie znosili uprzykrzenia w tajemnicy. Sekret wydał się, gdy w domu pojawiła się nowa służąca i z przerażeniem rozpowiedziała o wszystkim całej wsi. Miejscowi szybko połączyli kropki: właśnie w 1897 roku w Nienadówce ukończono budowę okazałego, murowanego kościoła w stylu gotyckim. Wioska wpadła w panikę. Uznano, że wściekły diabeł mści się na parafianach, atakując najmłodszą córkę gospodarza.

Gnój w potrawach, policzkowanie i tajemniczy „poltergeist”
Zjawiska przybrały na sile, gdy do akcji wkroczył miejscowy wikary, ksiądz Paweł Smoczeński. Kapłan, poruszony losem rodziny, zaczął regularnie odwiedzać chałupę oddaloną o 2 kilometry od kościoła. Zbiór jego skrupulatnych zapisków (z których do dziś ocalały trzy zeszyty) stanowi unikalny, urzędowy wręcz zapis tego fenomenu.
Ksiądz Smoczeński relacjonował, że niewidzialna siła z wyjątkową bezwzględnością uwzięła się na małą Hanusię:
„Badałem sprawę wielokrotnie. Dziewczynę biło kułakiem pod żebra, policzkowało, rzucało nią o ścianę. Co najobrzydliwsze – izbę, obrazy, a nawet miski z jedzeniem w czasie obiadów obrzucano świeżym gnojem bydlęcym, końskim i ludzkim. Dziewczyna nie mogła nic zjeść, wybladła jak cień i wyglądała nędzarz” – pisał zdesperowany wikary.
Co ciekawe, tajemnicza siła miała specyficzne poczucie humoru. Biła rzepą każdego, kto głośno o to poprosił. Nawet okoliczni duchowni nie byli bezpieczni. Gdy ksiądz Wojciech Gieraza z Sokołowa przybył zszokować domowników swoją niewiarą, usiadł na ławie, osłonił się futrem i po zgaszeniu światła rzekł wyzywająco: „Bij!”. Chwilę później potężny cios rzepą w skroń pozbawił go przytomności.
Żandarmi z gnojem na karku i rozmowy z czartem
Sprawą zainteresowały się cesarsko-królewskie władze. Żandarmi z Sokołowa i Kolbuszowej próbowali pilnować domu i ukrócić ewentualne oszustwo. Zakończyło się to kompromitacją stróżów prawa. Pewnej nocy przerażeni funkcjonariusze przybiegli do wójta z krzykiem, że „mają na plecach śmierdzącego diabła” – jednemu narzucono odchody na kark, drugiemu usadzono na kolanie.
W styczniu 1898 roku zjawisko przybrało nową formę. Hanusia zaczęła wpadać w stan przypominający letarg lub głęboki hipnotyczny sen. To wtedy, według relacji ks. Smoczeńskiego, przebywający w niej duch zaczął przemawiać.
Wikary prowadził z nim bezpośrednie, nierzadko zadziwiające dialogi:
- Ks. Smoczeński: Kto cię tu sprowadził?
- Głos z ust Hanusi: Pan Bóg pozwolił!
- Ks. Smoczeński: Kto cię wyrzucił?
- Głos: Smokus! (tak duch przekręcał nazwisko wikarego Smoczeńskiego)
- Ks. Smoczeński: Idź stąd, bo tu ci Chorzępa płacić nie będzie!
- Głos: Ja tu jestem za darmo...
Głos kpił z duchownych, wyliczał grzechy mieszkańców, groził, a na pytania o to, dlaczego nie atakuje okolicznych kupców żydowskich, odpowiadał rozbawiony, że „nie chce kompromitować swojej władzy przed ludem wybranym”.
Nalot mediów z całej Europy i wyrok biskupa
O Nienadówce stało się głośno w całej monarchii austro-węgierskiej. Jak podaje regionalny serwis Nienadówka – Moja mała Ojczyzna, zgromadzona dokumentacja prasowa potwierdza, że do wsi zjeżdżali dziennikarze, śledczy i naukowcy z czołowych europejskich ośrodków. Legendarni liderzy Młodej Polski, Ludwik Szczepański oraz Artur Górski, przybyli z Krakowa, chcąc zabrać Hanusię na badania kliniczne. Na przeszkodzie stanął jednak starosta kolbuszowski, który kategorycznie zabronił wywożenia dziewczyny.


W kwietniu 1898 roku do wsi przybył sam dr Julian Ochorowicz, wybitny polski psycholog i badacz zjawisk mediumicznych. Stwierdził u dziewczyny nienaturalną nadwrażliwość kręgosłupa i lewej strony ciała, sugerując podłoże neurologiczne i psychokinetyczne (tzw. efekt poltergeista, wywoływany nieświadomie przez dojrzewające, stłumione emocjonalnie dziecko).
Biskup przemyski Łukasz Sołecki nie wierzył jednak w duchy ani psychokinezę. W prasie opublikowano komunikat o „wielkim oszustwie w parafii Nienadówka”, nakazując rodzinie Chorzępów publiczną pokutę. Przed pręgierzem i ostracyzmem uratował ich jedynie sędziwy proboszcz, ks. prałat Antoni Momidłowski, który odważnie przeciwstawił się biskupowi, oświadczając, że żadnego oszustwa u swoich parafian nie wykrył.
Jak zakończyła się ta historia?
Jesienią 1898 roku, po wizycie krakowskiego jezuity o. Klemensa Baudissa i nałożeniu na domowników szkaplerzy, zjawiska nagle i bezpowrotnie ustały.
Hanusia dorosła, a po śmierci matki w 1901 roku opuściła rodzinną Nienadówkę. Wraz z rodziną wyjechała na Wschód, osiedlając się w Kahlenbergu koło Gródka Jagiellońskiego. W 1911 roku wyszła za mąż za Adama Chorzępę, urodziła czworo dzieci i wiodła spokojne, zwyczajne życie. Tajemnicę tego, co naprawdę działo się w jej rodzinnym domu, zabrała ze sobą do grobu.
Opracowania udostępnione na łamach portalu Nienadówka – Moja mała Ojczyzna wskazują, że mimo upływu ponad stulecia pamięć o „Eusapii z Nienadówki” pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych kart w historii podkarpackiego folkloru.
Źródła opisu: Archiwalne zapiski ks. Pawła Smoczyńskiego („Zjawiska mediumistyczne”), publikacje prasowe z lat 1897–1898 („Kurier Lwowski”, „Życie”), materiały historyczne serwisu Nienadówka – Moja mała Ojczyzna oraz opracowania z magazynu „Podkarpacka Historia” (autorstwa Edwarda Winiarskiego).



Napisz komentarz
Komentarze