Przez lata jako lokalni dziennikarze na Podkarpaciu zadawaliśmy sobie pytanie: jak to możliwe, że imperium rozkoszy braci Rysicz działało tak długo bezkarnie pod nosem rzeszowskich organów ścigania? Oficjalna wersja mówiła o lokalnej korupcji, skorumpowanych policjantach, prokuratorach i sędziach. Dzisiejsze ustalenia mediów burzą ten układ kart. Nad podkarpackimi agencjami towarzyskimi nie stała grupa skorumpowanych "lokalsów". Stał nad nimi oficjalny, potężny parasol ochronny polskiego państwa.
Płatni konfidenci i bezkarny biznes na ludzkim nieszczęściu
Z rezultatów wielomiesięcznego śledztwa dziennikarskiego wyłania się porażający obraz cynicznej gry służb. Ukraińscy gangsterzy byli płatnymi, wieloletnimi współpracownikami polskich służb.
Co zakładał ten szokujący układ?
W zamian za dostarczanie informacji, polskie państwo gwarantowało sutenerom pełną protekcję i nietykalność. Mało tego – policja regularnie wypłacała braciom Rysicz publiczne pieniądze za przynoszone informacje. W tym samym czasie, za cichym przyzwoleniem specsłużb, w agencjach na Podkarpaciu bez przeszkód kwitł biznes oparty na prostytucji i wykorzystywaniu kobiet.
Granice przyzwoitości i prawa zostały bezprecedensowo przekroczone. Państwo, które powinno chronić ofiary handlu ludźmi i nierządu, stało się cichym wspólnikiem przestępczego procederu byle tylko utrzymać na etacie swoich informatorów.
"Polska afera Epsteina" wymknęła się spod kontroli
Ujawniona prawda rzuca zupełnie nowe światło na wydarzenia, które od lat elektryzują opinię publiczną na Podkarpaciu i w całym kraju. Mowa tu m.in. o niewyjaśnionych okolicznościach śmierci boksera Dawida Kosteckiego w więziennej celi oraz co najważniejsze o mitycznych taśmach z podkarpackich domów publicznych.
To właśnie w tych lokalach mieli być nagrywani znani polscy politycy, celebryci i biznesmeni. Skoro właściciele przybytków byli agentami służb, rodzi się fundamentalne pytanie: w czyich rękach tak naprawdę są te nagrania i kogo można nimi szantażować?
Dziennikarze Onetu i Gońca zapowiadają, że to dopiero początek ujawniania prawdy. Jedno jest pewne – mit o "lokalnym układzie" w Rzeszowie właśnie upadł. Zastąpiła go brutalna rzeczywistość o państwowym systemie ochrony gangsterów. Do tematu będziemy wracać na bieżąco.




Napisz komentarz
Komentarze