Nadrzędnym celem Akcji „Burza” na Rzeszowszczyźnie było uderzenie w wycofujące się pod naporem frontu wojska niemieckie, przejęcie kontroli nad kluczowymi terenami oraz powitanie wkraczającej Armii Czerwonej w roli gospodarzy reprezentujących legalne władze Rzeczypospolitej. Najcięższe walki rozgorzały w okolicach Boguchwały, Tyczyna, Bratkowic i Głogowa Małopolskiego.
Tragedia na pograniczu Zwięczycy i Boguchwały
W rejonie Boguchwały sprawnie funkcjonowała placówka AK o kryptonimie „39”. Jej struktury obejmowały pododdziały z Lutoryża, Niechobrza, Mogielnicy, Zgłobnia, Racławówki, a także dzisiejszych rzeszowskich osiedli – Zwięczycy i Staroniwy. Na czele tych sił stał podchorąży Józef Klimczak ps. „Piwko”.
Działania bojowe ruszyły 26 lipca 1944 roku. Akowcy spalili most drogowy pod Boguchwałą na trasie do Jasła oraz wysadzili tor kolejowy, paraliżując ruch pociągów na 16 godzin. Przejęto również niemieckie magazyny ze zbożem i mąką, które rozdano głodującej ludności. Dzień później oddział ppor. Stanisława Rzepki „Jastrzębia” urządził w Niechobrzu udaną zasadzkę na pięć samochodów wroga – zginęło 3 niemieckich oficerów i 5 żołnierzy.

Do dramaturgii doszło 28 lipca 1944 roku. Dwudziestoosobowy oddział pod dowództwem pchor. Klimczaka szedł z odsieczą walczącemu z Niemcami oddziałowi Batalionów Chłopskich na pograniczu Zwięczycy i Boguchwały. Niemcy zauważyli nadchodzących Polaków, zamaskowali pozycje i otworzyli ogień z karabinu maszynowego umieszczonego na strychu jednego z domów.
Pchor. Józef Klimczak „Piwko” zdążył wydać rozkaz odwrotu, zanim zginął od serii z broni maszynowej. Dzięki heroicznym postawom Piotra Sitka i Kazimierza Jandy, którzy osłaniali odwrót ogniem, reszta oddziału uniknęła zagłady. Niestety, w tym samym czasie Niemcy pojmali dwóch zwiadowców ze Zwięczycy. Plutonowy Jan Komarzyca został zastrzelony podczas próby ucieczki, gdy znaleziono przy nim biało-czerwone opaski AK. Drugi ze zwiadowców, por. Józef Rałowski, trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz.
Ciała obu poległych bohaterów Niemcy porzucili w przydrożnym rowie w okolicach Łańcuta. Odnalezione przez rodziny, zostały godnie pochowane po przejściu frontu.
– Pamiętamy o żołnierzach Armii Krajowej, którzy w lipcu 1944 roku podjęli otwartą walkę z niemieckim okupantem, płacąc za wolność najwyższą cenę. Naszym obowiązkiem jest zachowanie pamięci o ich odwadze i przekazanie tej historii kolejnym pokoleniom mieszkańców powiatu rzeszowskiego – podkreśla starosta rzeszowski Krzysztof Jarosz.
Delegacja Powiatu Rzeszowskiego złożyła kwiaty pod pomnikiem wzniesionym w 2004 roku w miejscu tej krwawej potyczki.
Brawurowy zryw w Tyczynie i bitwa pod Bratkowicami
Do jednego z najbardziej spektakularnych sukcesów doszło w Tyczynie. 26 lipca żołnierze Placówki AK „Topola”, wspierani przez partyzantów BCh, rozpoczęli bezpardonowy atak na niemiecki garnizon. Po dwóch dniach ciężkich walk okupant został zmuszony do ucieczki, a 27 lipca Tyczyn był już wolny. W Hermanowej natychmiast zorganizowano szpital polowy dla rannych, który działał w budynku szkoły.
Znacznie bardziej tragiczny przebieg miały starcia w lasach bratkowickich, gdzie skoncentrowało się około 190 żołnierzy Zgrupowania III „Zachód” pod dowództwem ppor. Józefa Rzepki ps. „Znicz”. Mimo fatalnego wyposażenia (wielu żołnierzy nie miało broni palnej), podjęto walkę. W nocy z 26 na 27 lipca akowcy zaatakowali w Zastawiu gigantyczną niemiecką kolumnę z amunicją liczącą 260 wozów i 300 żołnierzy ochrony. Zgodnie z raportami AK, zabito 15 hitlerowców i uszkodzono 7 pojazdów.
Niemiecka zemsta była bezwzględna. 28 lipca dziewięciu polskich żołnierzy wysłanych po amunicję zostało otoczonych w Bratkowicach. Mimo posiadania biało-czerwonych opasek, wszyscy zostali rozstrzelani na miejscu. Następnie Niemcy podpalili wieś i zamordowali kilkunastu cywilnych mieszkańców.

Rzeszów wolny, ale na krótko. Tragiczny finał bohaterów
Ostatnie akty Akcji „Burza” rozegrały się na początku sierpnia. Po zaciętych walkach w rejonie Głogowa Małopolskiego oraz bezpośrednim szturmie na stolicę regionu, 2 sierpnia 1944 roku Niemcy zostali ostatecznie wyparci z Rzeszowa.
„Rzeszów jest wolny” – brzmiał słynny meldunek, jaki dowódca Podokręgu AK Rzeszów płk Kazimierz Putek „Zworny” przesłał do dowództwa w Krakowie.
Nadzieje na wolną Polskę szybko jednak zgasły. Sojusz z wkraczającą Armią Czerwoną okazał się fikcją – NKWD i sowieckie wojska natychmiast rozpoczęły podstępne rozbrajanie, aresztowania i wywózki żołnierzy AK.
Wielu z nich, tak jak dowódca spod Bratkowic ppor. Józef Rzepka, nie złożyło broni i walczyło dalej w powojennej konspiracji (m.in. w Zrzeszeniu WiN). Rzepka został aresztowany przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa i skazany na śmierć. Zamordowano go 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim, w tej samej egzekucji, w której zginął ppłk Łukasz Ciepliński.


Napisz komentarz
Komentarze