Organizatorami byli Stalowi Patrioci, Fundacja Promocji i Kreatywności PiK oraz Miasto Stalowa Wola. W przygotowanie wydarzenia zaangażowani byli m.in. Mateusz Korpal, prezes Stowarzyszenia Stalowi Patrioci, Krzysztof Rzeszutko, prezes Fundacji PiK, oraz prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny. Gościem specjalnym był Jacek Międlar.
Najpierw nabożeństwo, później marsz
Obchody rozpoczęły się o godz. 18 mszą świętą w miejscowym kościele Opatrzności Bożej. Po nabożeństwie uczestnicy przemaszerowali ulicami Stalowej Woli, zatrzymując się ostatecznie na Skwerze Pamięci Ofiar OUN-UPA.
Tam odbyła się dalsza część uroczystości. Przywołano wówczas wydarzenia z 11 lipca 1943 r., a także oddano hołd mieszkańcom polskich miejscowości, zamordowanym podczas Krwawej Niedzieli. Podczas apelu przypomniano, że tego dnia zaatakowanych zostało łącznie 99 polskich miejscowości na Wołyniu.
Prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny zwracał uwagę, że choć sam marsz odbył się po raz drugi, pamięć o Wołyniu jest w mieście obecna od wielu lat. Podkreślał, że pozostaje ona szczególnie żywa ze względu na "kresowe" korzenie wielu stalowowolskich rodzin.
– Ta pamięć w Stalowej Woli jest bardzo mocna, bardzo żywa, ponieważ wiele tutejszych rodzin, podobnie jak moja, ma swoje korzenie na Kresach Wschodnich. Ta rana jest wciąż obecna w naszych rodzinach, w naszej lokalnej społeczności i w całej ojczyźnie – mówił prezydent Stalowej Woli.
Nadbereżny podkreślał przy tym, że samorządy mają obowiązek nie tylko organizować wydarzenia rocznicowe, lecz również dbać o edukację i przekazywanie wiedzy historycznej.
– Samorząd jest tym miejscem, które powinien dbać o pamięć, dbać o prawdę, prowadzić również żywą edukację, tak aby trafiać do tych, którzy są jeszcze niepoinformowani, żeby nie było fałszu w historii – zaznaczył.
W jego wypowiedzi wybrzmiał także temat współczesnych relacji międzynarodowych. Jak podkreślał, trwałego pojednania nie można budować bez prawdy, wzajemnego szacunku i przywrócenia godności ofiarom, które wciąż czekają na odnalezienie i pochówek.
Rola świadectw ocalałych
O znaczeniu relacji osób, które przeżyły zbrodnię, mówił publicysta Jacek Międlar. Podkreślał on, że wspomnienia świadków są często niezwykle drastyczne, ale ich wysłuchanie pozostaje ważnym elementem zachowania pamięci o ofiarach.
– Nie jest łatwo słuchać o tym, jak rodzeństwo było nabijane na sztachety. Nie jest łatwo słuchać o tym, gdy państwo zapomina o pomordowanych Polakach i o tych ocalałych – mówił Międlar.

Do potrzeby przekazywania pamięci kolejnym pokoleniom nawiązał również prezes Stalowych Patriotów, Mateusz Korpal. Zwrócił on uwagę, że w stalowowolskich obchodach uczestniczą całe rodziny, co, jego zdaniem, ma szczególne znaczenie dla budowania świadomości historycznej wśród najmłodszych.
– To, co cieszy w tych uroczystościach, które co roku odbywają się w Stalowej Woli, to to, że uczestniczą w nich całe rodziny. To jest świadomość rodziców, którzy zabierają swoje dzieci. To buduje postawy na przyszłość – podkreślał społecznik, a jednocześnie nauczyciel jednej z miejscowych szkół podstawowych.
Prezes Stalowych Patriotów, w rozmowie z Halo Rzeszów, przywołał także historię Ireny Hadam, która przeżyła tragiczne wydarzenia na Wołyniu. Jej uprzednio zarejestrowane wspomnienia zostały odtworzone z głośników podczas uroczystości.
– Rokrocznie ta wiedza historyczna o Wołyniu się pogłębia. W tym roku mieliśmy świadka wołyńskiego, panią Irenę Hadam z domu Zawiślańską – mówił Korpal.
W nagraniu Hadam wracała do dramatycznych obrazów zapamiętanych z dzieciństwa, opowiadając o śmierci bliskich i osieroconych dzieciach.
– To było straszne. Dzieciątko małe bez rodziców płakało, siedziało – wspominała.

Historia powinna być przekazywana w całości
Regionalny wymiar pamięci podkreślał również burmistrz Gminy i Miasta Nisko Konrad Krzyżak. Samorządowiec podkreślił, że po wydarzeniach na Wołyniu i Kresach, część tamtejszej ludności trafiała właśnie do Niska i sąsiednich miejscowości.
– Wiele osób, które uciekały z Wołynia, z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, trafiało do Niska czy okolic. My tutaj, jako przedstawiciele samorządu, ale również mieszkańcy Niska, bardzo często uczestniczymy w tych obchodach – mówił Krzyżak.
Burmistrz Niska nawiązał również do Domostawy, gdzie znajduje się pomnik poświęcony ofiarom Rzezi Wołyńskiej, autorstwa Andrzeja Pityńskiego. Przypomniał przy tym o osobie byłego wójta Gminy Jarocin, Zbigniewa Walczaka, który mocno zaangażował się w przyjęcie monumentu.
– O tym musimy pamiętać, że to jest ta miejscowość i ówczesny wójt, pan Walczak, który wykazał się wtedy naprawdę wielką odwagą i należy mu się z tego miejsca wielki szacunek – podkreślił Krzyżak.

O roli pamięci mówił także stalowowolski działacz społeczny i członek Stalowych Patriotów, Piotr Drożdż. W rozmowie z dziennikarzem Halo Rzeszów zwracał on uwagę, że pamięć o ofiarach ma znaczenie także dla zachowania ciągłości między kolejnymi pokoleniami.
– Upamiętnienie ofiar rzezi jest ważne przede wszystkim ze względu na ciągłość nacji. Jest to bardzo ważne i dobrze byłoby, gdyby w szkole też uczono rzeczy prawdziwych i tych, których dotąd się nie uczyło, aby całość tej historii była dostępna – mówił Drożdż.
W swojej wypowiedzi podkreślił on też szczególnie tragiczny charakter wydarzeń na Wołyniu, gdzie przemoc rozgrywała się także pomiędzy ludźmi, którzy wcześniej żyli obok siebie.
– Bo tragedia Wołynia to było to, że mordowali zwykli ludzie, sąsiedzi, koledzy, przyjaciele – podkreślił na koniec.




Napisz komentarz
Komentarze