Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Reklama

Razem dla Rzeszowa: Rzeszów ma poważne problemy finansowe. PiS poprze WPF?

Podziel się
Oceń

Czy to Fijolek zadłuża Rzeszów, czy jedynie walczy z problemami, które zostały w spadku po Tadeuszu Ferencu i po reformie podatkowej PiS?
Razem dla Rzeszowa: Rzeszów ma poważne problemy finansowe. PiS poprze WPF?

Źródło: Archiwum

Klub radnych Razem dla Rzeszowa od tygodni powtarza w swoich komunikatach jedno: finanse miasta są w stanie krytycznym, a obecny pat wokół budżetu i Wieloletniej Prognozy Finansowej to nie „wypadek przy pracy”, tylko logiczny finał lat zbyt odważnego zadłużania przy coraz mniej realistycznych założeniach. Ich zdaniem liczby od kilku lat już się nie spinają, a optymizm ratusza przypomina bardziej literaturę piękną niż dokument finansowy.

Według radnych RdR, kluczowym sygnałem ostrzegawczym są uwagi Regionalnej Izby Obrachunkowej do projektu WPF. RIO co prawda nie zablokowała dokumentu – opinia formalnie jest pozytywna – ale lista zastrzeżeń merytorycznych jest na tyle długa, że Razem dla Rzeszowa traktuje ją jak żółtą kartkę dla miasta. W skrócie: założenia co do dochodów, wydatków, poziomu zadłużenia i kosztów jego obsługi mają być zbyt życzeniowe, by dało się je traktować jako „prognozę opartą na zasadzie realizmu”, której wymaga prawo.

Od Ferenca do Fijołka?

Czy to Fijolek zadłuża Rzeszów, czy jedynie walczy z problemami, które zostały w spadku po Tadeuszu Ferencu i po reformie podatkowej PiS? Miasto kończyło rok 2020, jeszcze za śp. Tadeusza Ferenca, z długiem rzędu ok. 940 mln zł. Gdy stery przejął Konrad Fijołek, radni Razem dla Rzeszowa ustawili sobie rok 2021 jako punkt zero i od tego momentu liczą „epokę przyspieszonego zadłużania”. Według ich wyliczeń od 2021 r. zadłużenie wzrosło już o 626 mln zł, a w listopadzie 2025 r. łączny dług miasta sięgnął blisko 1,59 mld zł – co przy planowanych wydatkach na poziomie ok. 2,67 mld zł daje ok. 59–60 proc. relacji długu do budżetu.

To poziom, który w samorządowym świecie nie jest już „komfortowy”, tylko „alarmowy”. Rzeszów zbliża się do granicy, przy której każda kolejna złotówka zadłużenia zaczyna ograniczać swobodę działania władz: rosną koszty obsługi długu, maleje margines bezpieczeństwa, a inwestycje trzeba coraz częściej finansować kredytem, a nie nadwyżką. Radni RdR podkreślają, że w prognozach na 2026 r. sama spłata rat kredytów ma kosztować ponad 170 mln zł – pieniądze, które w innym scenariuszu mogłyby pójść na szkoły, przedszkola, drogi czy transport publiczny, a nie na bankowe harmonogramy.

„Obietnice na kredyt” kontra „podatkowa wyrwa po PiS-ie”

Razem dla Rzeszowa wytyka prezydentowi Fijołkowi, że zbudował swoją polityczną pozycję na szerokim katalogu obietnic inwestycyjnych, które teraz – wobec braku własnych środków – próbuje realizować w dużej mierze kredytem. W ich narracji miasto żyje „na zeszyt”: kolejne projekty, kolejne zobowiązania, a rachunek – w postaci rosnącego długu – przychodzi do mieszkańców.

Jednocześnie ci sami radni przypominają, że to oni blokowali podwyżki podatku od nieruchomości, co miało być tarczą ochronną dla mieszkańców i przedsiębiorców. 

Prezydent widzi to inaczej: od lat powtarza, że główny ubytek w dochodach miasta przyszedł z góry, z Warszawy. Wskazuje na zmiany podatkowe wprowadzone za rządów PiS – szczególnie w PIT – i szacuje, że Rzeszów stracił na nich ok. 350 mln zł potencjalnych wpływów. To, jak mówił wielokrotnie, „potężna kwota, która nie zasiliła budżetu miasta, a pozwoliłaby zrealizować szereg kluczowych inwestycji”. Innymi słowy: rząd PiS obciął dochody, więc samorząd musiał sięgać po kredyt.

Mamy więc klasyczny spór o przyczynowość: ratusz tłumaczy wzrost długu zewnętrznymi decyzjami podatkowymi i ambicją inwestycyjną, a Razem dla Rzeszowa – nadmierną skłonnością prezydenta do zadłużania i niechęcią do głębszych oszczędności.

WPF jako pole bitwy

W normalnych warunkach Wieloletnia Prognoza Finansowa jest dokumentem, który interesuje głównie księgowych i skarbników. W Rzeszowie stała się sceną politycznego thrillera. Klub Razem dla Rzeszowa utrzymuje, że nie mamy do czynienia „z wojną o stołki”, ale z fundamentalnym sporem o to, czy liczby w WPF mają jakikolwiek związek z rzeczywistością. W ich ocenie obecny kształt prognozy jest główną przyczyną impasu: skoro założenia są nierealne, nie można ich – ich zdaniem – "przyklepać głosowaniem" i udawać, że wszystko gra.

Radni przypominają, że 5 grudnia  br. złożyli formalny wniosek o zmiany w WPF, który został zignorowany na sesji w dniu 16 grudnia. Gdy to nie pomogło, 18 grudnia wysłali do prezydenta, przewodniczącego rady z PiS i skarbnika obszerny list, w którym punkt po punkcie wskazali, jakie korekty uznają za konieczne, by „odzyskać kontrolę nad dalszym zadłużaniem się Rzeszowa”. Na liście znalazły się m.in. postulaty bardziej konserwatywnego szacowania dochodów, większej ostrożności w planowaniu inwestycji oraz realistycznego ujęcia kosztów obsługi długu.

W tle cały czas przewijają się uwagi RIO, które dla klubu mają charakter kluczowy. Izba – jak podkreślają radni – nie tylko przypomniała o obowiązku realizmu, ale wskazała konkretne pola ryzyka: dochody bieżące i majątkowe, wydatki bieżące i inwestycyjne, saldo operacyjne, poziom i obsługa długu, skutki inflacji i możliwe koszty robót dodatkowych. Szczególnie newralgiczne mają być lata 2027–2029 – to wtedy okaże się, czy miasto jest w stanie samodzielnie udźwignąć obecny poziom zadłużenia.

Polityka, memy i referendum?

Spór między Razem dla Rzeszowa a Komitetem Konrada Fijołka zaczął się od oskarżeń pod adresem samego ruchu – od łatki „zakamuflowanego PiS-u”, którą działaczom RdR przypinali przeciwnicy, w tym prezydent Konrad Fijołek i ówczesny radny Tomasz Kamiński podczas głośnej konferencji pod siedzibą „Nowin”.

To wtedy padły sugestie o rzekomej przynależności lub sympatiach RdR wobec PiS i mediów z nim związanych, co ruch odebrał jako klasyczny przykład czarnego PR-u i – jak sam twierdzi – początek „kampanii hejtu i dezinformacji” wymierzonej w ich środowisko. Sprawa trafiła do sądu w trybie wyborczym i została przez komitet RdR wygrana, choć – jak pamięta nasza redakcja – zwycięstwo to było możliwe dzięki materiałom wideo wykorzystanym bez naszej wiedzy i zgody. Materiały te próbowano wmontować w spot wyborczy ruchu.

Na tym tle łatwiej zrozumieć dzisiejszą retorykę Razem dla Rzeszowa: z jednej strony ruch konsekwentnie przedstawia się jako ofiara brutalnych ataków ze strony rządzących miastem, z drugiej sam sięga po ostre środki wyrazu. 

Po przegranych wyborach prezydenckich Jacek Strojny i jego środowisko przenieśli całą energię do rady miasta i internetu – „spocone stopy”, memy z wielką panią przytulającą małego pana - to grafiki piętnujące prezydenta, wojewodę i urzędników, które stały się stałym elementem lokalnego krajobrazu. RdR głośno domaga się „stop hejtowi”, a jednocześnie produkuje treści, które potrafią ranić, stawia oskarżenia bez pokrycia (np. oskarżenia rzeszowskiej PO, że popierała i akceptowała ataki osoby uważającej się za ich reprezentanta) i podgrzewa emocje zamiast je studzić (tu wpomnijmy o słynnym spotkaniu pod studnią na rzeszowskim Rynku). Trudno w takim otoczeniu mówić o klasycznej debacie publicznej – bliżej temu wszystkiemu do political reality show, w którym budżet i finanse miasta pełnią rolę scenografii.

Po drugiej stronie przez dłuższy czas próbowano zachować ton „merytorycznej odpowiedzi”. Zarówno prezydent Fijołek, jak i radni Koalicji Obywatelskiej starali się odpierać zarzuty liczbami i argumentami, ale – jak widać po ostatnich tygodniach – cierpliwość ratusza się skończyła. Spróbowano tej samej metody. Na oficjalnych profilach prezydenta zaczęły się pojawiać grafiki uderzające w Razem dla Rzeszowa i obwiniające ten klub za blokowanie budżetu na 2026 r., co wyraźnie wpisuje sam urząd w logikę wojny na memy, którą wcześniej krytykował. Co znamienne, internetowy plebiscyt redakcji Halo Rzeszów pokazał, że sympatia wielu internautów przechyliła się w tej rundzie raczej na stronę krytyków ratusza i samego prezydenta.

Tymczasem na mieście coraz głośniej mówi się o przygotowaniach do referendum w sprawie odwołania Konrada Fijołka. W skład środowisk zaangażowanych w ten pomysł wchodzi mieszanka polityków opozycji, dawnych sojuszników i rozczarowanych sympatyków, którą niektórzy opisują jako „egzotyczny konglomerat”. Cel wydaje się jednak wspólny i dość czytelny: wykorzystać narastającą frustrację wokół zadłużenia i finansów miasta jako paliwo do politycznego resetu. W tle tej układanki jest jeszcze jeden, ironiczny element – dziś to właśnie wśród radnych PiS prezydent Fijołek często szuka brakujących głosów w kluczowych głosowaniach, co nadaje całej opowieści o „zakamuflowanym PiS-ie” i „ofiarach hejtu” wyraźny posmak podwójnej moralności po obu stronach sporu.

Pat, groźba paraliżu i scenariusze na wiosnę 2026

Kulminacją konfliktu była grudniowa sesja Rady Miasta, podczas której WPF nie został przyjęty – głosowanie zakończyło się remisem, a bez prognozy nie można było nawet przeprowadzić głosowania nad budżetem na 2026 r. Miasto zostało więc w zawieszeniu: bez uchwalonej prognozy i bez budżetu, za to z rosnącą listą pytań o dalsze inwestycje, konkursy dla organizacji pozarządowych i stabilność finansową.

Razem dla Rzeszowa utrzymuje, że nie ugnie się pod „naciskami prezydenta i wojewody”, bo ich obowiązkiem jest głosować zgodnie z własnym sumieniem i rachunkiem ekonomicznym, a nie pod dyktando polityczne. W ich narracji przyjęcie WPF w obecnej formie byłoby „potwierdzeniem nieprawdy” i działaniem na szkodę miasta. Prezydent z kolei ostrzega przed paraliżem inwestycji i chaosem, jaki może wywołać brak budżetu.

Za kulisami mówi się, że trwają intensywne rozmowy z częścią radnych PiS, którzy niekoniecznie marzą o referendum i być może będą skłonni poprzeć zaktualizowaną wersję WPF. Taki scenariusz mógłby odblokować prace nad budżetem już na jednej z najbliższych sesji. Przeciwnicy prezydenta mają jednak przygotowany plan B: jeśli kompromis nie wypali lub okaże się tylko kosmetyką, wiosna 2026 r. może być w Rzeszowie bardzo gorąca – nie tylko w sensie meteorologicznym.

Co z tego wszystkiego rozumie przeciętny wyborca? Najpewniej tyle, że jedni krzyczą, iż dług rośnie za szybko, drudzy, że pieniędzy zabranych przez państwo nie da się zastąpić z dnia na dzień, a gdzieś pomiędzy memami, konferencjami i listami otwartymi ginie podstawowe pytanie: czy ktokolwiek ma plan, jak wyprowadzić miejskie finanse na prostą bez kolejnych wojen podjazdowych.

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

Kosmita 28.12.2025 14:25
Przepraszam, że ja Kosmita się wtrącam w te Rzeszowiaków spory, ale tak dla rozluźnienia atmosfery w róznych miejscach, to pozwolę sobie przytoczyć cud-poezyję, a z muzyką w tle to jeszcze jest lepsze. Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Dam ci go, dam, dam ci go O-o-o-o-o-o (x2) Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Dam ci go, dam, dam ci go Ja mam fijoła (x3) Ja mam fijooo... Czterdzieści planet rzucam na bruk Wszystko siekierą rąbię na pół Machiny czasu budzi mnie huk Przychodzi do mnie kosmaty żółw Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Dam ci go, dam, dam ci go O-o-o-o-o-o (x2) Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Ja mam fijoła Dam ci go, dam ci go Dam ci go, dam, dam ci go Ja mam fijoła (x3) Ja mam fijooo... W kosmicznej dziurze rakiety człon Walę kometą w Księżyca dąb Na małej tratwie buduję dom Żółty pancernik je z moich rąk 2x: Ja mam fijoła (x3) Ja mam fijooo... Tekst pochodzi z tekstowo piosenka Woo Boo Doo Ja mam fijoła

Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: DarekTreść komentarza: tylko Kowal może na Podkarpaciu zrobić porządek z obecnymi kiepskimi zarządzającymi podkarpacką PO. Trzeba kogoś takiego jak on, żeby odzyskać ten region!Data dodania komentarza: 9.02.2026, 17:58Źródło komentarza: Były człowiek PiS przejmuje stery w KO? Paweł Kowal ma odbić Podkarpacie prawicyAutor komentarza: AntypisTreść komentarza: A kiedy reszta tego towarzystwa Woś Matecki Warchoł spocony Wójcik Kalika no i BezmajtekData dodania komentarza: 8.02.2026, 09:35Źródło komentarza: List gończy za Ziobrą. Upadek dawnego szeryfa polskiej polityki?Autor komentarza: JurekTreść komentarza: Miękiszonem nie jest, nie ma się za uszami, to nie ma się czego bać. No chyba że jest miętki w kręgosłupie, za uszami jak u Szreka w uchu wosk na całą świeczkę, wraz z knotem, no to wtedy chyba musiałby do Orbana (przyjmuje uchodźców) pojechać na leczenie. Ma to sens, w RP najwyżej może liczyć na leczenie szpitalne w trakcie odsiadki, bo na normalne się nie doczeka. Ewentualnie do przyjaciela wielkiego Polaków - tego z budynku brata (z kraju który mieszka gdzie chce)- ponoć maga pomaga na wszelkie dolegliwości. Jakby tam pojechał, to jest kryty, wszelkie braty w czapce pomogą.Data dodania komentarza: 7.02.2026, 19:28Źródło komentarza: List gończy za Ziobrą. Upadek dawnego szeryfa polskiej polityki?Autor komentarza: JurekTreść komentarza: Nie rozumiesz podstawy działania. Jak przy korycie, to nic mu nie ma szans się stać. Rączka rączkę myje w tym całym rządzie, od 1980 roku. Tak sobie poukładali, że wilk wilkowi łba nie urwie. Tak to działa, a nam, podatnikom, tylko płacić na darmozjadów.Data dodania komentarza: 7.02.2026, 17:10Źródło komentarza: List gończy za Ziobrą. Upadek dawnego szeryfa polskiej polityki?Autor komentarza: JurekTreść komentarza: Czekam jeszcze na Warchoła, w tej samej sprawie.Data dodania komentarza: 7.02.2026, 15:31Źródło komentarza: List gończy za Ziobrą. Upadek dawnego szeryfa polskiej polityki?Autor komentarza: KosmitaTreść komentarza: I dlatego takie KOLOSEUM ma sens w Rzeszowie. Pan Ziobro miałyby szansę stanąć na nieudeptanej ziemi i zgodnie z Kodeksem Boziewicza udowodnić swoją niewinność, jako prawdziwy TWARDZIAK. To chyba oczywiste, prawda?Data dodania komentarza: 6.02.2026, 21:06Źródło komentarza: List gończy za Ziobrą. Upadek dawnego szeryfa polskiej polityki?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama