10 lutego 2021 roku, w dniu swoich 81. urodzin, Tadeusz Ferenc drżącym głosem ogłosił, że odchodzi z urzędu prezydenta. W jednej chwili zakończyła się epoka człowieka, który przez niespełna dwie dekady był twarzą i symbolem stolicy Podkarpacia, a Rzeszów stanął przed pytaniem: co dalej z miastem, które Ferenc ukształtował i ukochał ?
Przed Tadeuszem Ferencem Rzeszowem rządzili ludzie „Solidarności”, którzy robili to na co pozwalały ówczesne realia – bez funduszy unijnych, bez wielkich programów infrastrukturalnych, często na granicy budżetowych możliwości. Andrzej Szlachta (1999–2002) i wcześniej Mieczysław Janowski (1991–1999) prowadzili miasto przez czas transformacji i reformy samorządowej, dbając przede wszystkim o to, by podstawowa infrastruktura działała, a Rzeszów utrzymał pozycję stolicy regionu. Gdy w 2002 roku władzę przejmował Ferenc, dostawał miasto raczej „utrzymane przy życiu” niż rozwinięte – z zaniedbanymi przestrzeniami, bez spektakularnych inwestycji i bez efektu „miasta sukcesu”. Jego przewagą było to, że wchodził w epokę funduszy unijnych i mógł zagrać va banque: sięgnąć po pieniądze z zewnątrz, agresywnie inwestować i w kilka lat doprowadzić do skoku, na który jego poprzednicy nie mieli ani narzędzi, ani warunków.
"Robota ma się robić”! Prezydent z betonu i z ambony
Ferenc wyrósł z PZPR, ale nigdy nie był typowym partyjnym działaczem. Z jednej strony – ekonomista z lewicowym rodowodem, przez lata związany z SLD. Z drugiej – samorządowiec, który potrafił witać biskupów jak starych znajomych, dbał o obecność miasta w kościelnym kalendarzu i traktował lokalny Kościół jak realnego partnera, nie ideologicznego przeciwnika. W tym paradoksie – „towarzysz” dobrze czujący się w pierwszej ławce podczas uroczystości religijnych – kryła się cała złożoność jego polityki.
Styl Ferenca najlepiej oddaje jedno zdanie, które przeszło do miejskiego folkloru: „robota ma się robić”. To nie był efektowny slogan do kampanii, tylko jego prywatny kodeks. Ma być most – to będzie most. Trzeba załatwić pieniądze – to dzwonimy, naciskamy, piszemy. Dyskusje ideologiczne zostawiał innym, sam pilnował, żeby koparki nie stały bezczynnie. Taki pragmatyzm dawał mu sympatię wielu mieszkańców i cierpliwość wobec jego twardej ręki.
Cena sukcesu: zabetonowane miasto i bunt mieszkańców
Im szybciej „robiła się robota”, tym głośniejsze stawały się głosy, że Rzeszów rozwija się za wszelką cenę. Krytycy zarzucali mu „zabetonowanie” miasta i zbyt daleko idącą życzliwość wobec deweloperów. Nowe osiedla wyrastały na kolejnych wolnych działkach, blok przy bloku, a w przestrzeni publicznej coraz częściej padały pytania: gdzie zieleń, gdzie oddech, gdzie miejsce na zwykłe życie między inwestycjami?
Na tym sprzeciwie wyrósł ruch miejski Razem dla Rzeszowa. Zaczynał jako grupa lokalnych aktywistów, którzy walczyli o zrównoważone planowanie przestrzenne i realne konsultacje społeczne. Z czasem nabrał politycznego ciężaru – dziś to klub radnych, a w 2024 roku wystawił własnego kandydata na prezydenta, Jacka Strojnego. To dowód, że epoka Ferenca nie tylko rozwinęła miasto, ale też obudziła miejską świadomość i gotowość do sprzeciwiania się „rozwojowi za wszelką cenę”.
Marsz Równości i rozbrat z lewicą
Choć Ferenc przez lata był ikoną SLD w samorządzie, jego relacja z lewicą skończyła się głośnym konfliktem. W 2019 roku zakazał organizacji Marszu Równości w Rzeszowie, tłumacząc decyzję względami bezpieczeństwa – obawą przed starciem uczestników z licznymi kontrmanifestacjami. Sąd uchylił zakaz, marsz się odbył, a ogólnopolska lewica odcięła się od prezydenta.
Z Warszawy popłynął jasny komunikat: SLD nie udzieli mu już poparcia, a jego decyzja jest sprzeczna z wartościami, do których partia się odwołuje. Ferenc odpowiedział, jak miał w zwyczaju – konkretem, nie konferencją. 1 lipca 2019 roku złożył legitymację SLD, pisząc o „rozbieżności stanowisk w funkcjonowaniu miasta” i dziękując szeregowym działaczom za wkład w rozwój Rzeszowa. Ostatecznie potwierdził, że jego jedyną realną „partią” jest miasto, a nie centralny zarząd z Warszawy.
Dzień, w którym wskazał następcę i... przegrał z wyborcami
10 lutego 2021 roku Ferenc ogłosił rezygnację, powołując się na wiek i pogorszony po COVID‑19 stan zdrowia. Ale to, co wydarzyło się chwilę później, zaskoczyło miasto równie mocno jak sama decyzja o odejściu. Ustępujący prezydent publicznie wskazał swojego faworyta: wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, polityka Solidarnej Polski. Nazwał go gwarantem rozwoju i człowiekiem, który „doskonale porusza się po pokojach rządowych”.
To „namaszczenie” wywołało burzę. Część mieszkańców odebrała je jako przejaw czystego pragmatyzmu – przekazanie sterów komuś, kto ma dostęp do rządowych pieniędzy. Inni mówili o zdradzie dotychczasowej tożsamości miasta i o tym, że Rzeszów ma pozostać samorządowy, nie partyjny. Jedno było pewne: miasto stało się areną politycznej, ogólnopolskiej wojny, choć wcale o to nie zabiegało.
Czterech kandydatów, cztery wizje miasta
W przedterminowych wyborach o urząd prezydenta stanęło czterech mocnych kandydatów. Opozycja – od KO po Lewicę, PSL i Polskę 2050 – postawiła na Konrada Fijołka, samorządowca wychowanego w cieniu Ferenca, ale z własnym stylem, bezpartyjnego ale podobnie jak Ferenc mocno związanego z Lewicą. PiS wystawił wojewodę Ewę Leniart. Obóz Zjednoczonej Prawicy miał także wiceministra Marcina Warchoła, choć bez wspólnego szyldu i bez oficjalnego poparcia PiS. Czwartym graczem był Grzegorz Braun z Konfederacji – radykalny, wyrazisty, mobilizujący silne emocje.
Sztab Fijołka okazał się po czasie symbolem nowej konfiguracji: z jednej strony Teresa Kubas‑Hul, dziś wojewoda, z drugiej – samorządowcy tacy jak Krystyna Stachowska, która po wygranej została wiceprezydentką miasta. Ten układ pokazywał, że przyszłość Rzeszowa ma się opierać na szerokiej koalicji, a nie na jednym silnym liderze i jego lojalnym zapleczu.
13 czerwca 2021 w dzień wyborów, frekwencja wyniosła 54 procent, a wybory rozstrzygnięto już w pierwszej turze. Konrad Fijołek zdobył 56,51 procent głosów. Ewa Leniart uzyskała 23,62 procent, Marcin Warchoł – 10,72 procent, a Grzegorz Braun – 9,15 procent. Mieszkańcy powiedzieli „tak” kandydatowi zjednoczonej opozycji i „nie” scenariuszowi narzuconemu przez ustępującego prezydenta oraz rządowe zaplecze. Rzeszów pokazał, że docenia dorobek Ferenca, ale nie chce namoszczonego przez niego kolegi Ziobry,.
Gdzie są dziś bohaterowie tamtej kampanii?
Pięć lat później bohaterowie tamtego przesilenia rozeszli się po różnych ścieżkach. Konrad Fijołek umocnił swoją pozycję w ratuszu, prowadząc miasto w bardziej dialogowym, kolegialnym stylu. Jest chwalony za podejście do pracowników i otwartość na rozmowę, ale bywa krytykowany jako słabszy „polityczni od Ferenca – mniej charyzmatyczny, mniej skłonny do twardych, jednoosobowych decyzji.
Krystyna Stachowska wciąż pełni funkcję wiceprezydentki, współodpowiadając za kierunek zmian. Teresa Kubas‑Hul przeszła od roli sztabowczyni do fotela wojewody, stając się jednym z filarów obecnej władzy w regionie. Ewa Leniart, zamiast zarządzać miastem, zasiada w ławach poselskich, przenosząc ciężar swojej aktywności na Sejm. Grzegorz Braun – mimo czwartego miejsca w Rzeszowie – wszedł na poziom europejski jako eurodeputowany, budując własną partię i pozycjonując się obok głównego nurtu prawicy. Marcin Warchoł pozostał w orbicie Zjednoczonej Prawicy, a jego ścieżkę zwieńczył epizod ministra w krótkotrwałym, dwutygodniowym rządzie Mateusza Morawieckiego.
W cieniu wielkich nazwisk nadal pracują ludzie kojarzeni z epoką Ferenca. Sekretarz miasta Marcin Stopa dba o administracyjną ciągłość, spinając w jedną całość czasy dawnego prezydenta i styl nowej ekipy. Byli wiceprezydenci wyszli poza mury ratusza: Marek Ustroiński kieruje rzeszowskim oddziałem GDDKiA, śp. Stanisław Sienko prowadził Zespół Szkół Elektronicznych aż do swojej śmierci w 2024 roku, a Andrzej Gutkowski odpowiada dziś za finanse w MZBM. Ruch Razem dla Rzeszowa z Jackiem Strojnym wyrósł z pozycji miejskiego buntownika do roli pełnoprawnego gracza.
Dziedzictwo Ferenca: błogosławieństwo czy zobowiązanie?
Tadeusz Ferenc zmarł 27 sierpnia 2022 roku. Jedna z rzeszowskich szkół otrzymała jego imię, a miasto w ten sposób symbolicznie przyznało: to on ustawił poprzeczkę wysoko. Zawdzięcza mu rozmach, infrastrukturę, poczucie, że „Rzeszów może więcej”. Ale jego epoka zostawiła też pytania, na które dopiero dziś szukamy uczciwych odpowiedzi.
Czy potrafimy rozwijać miasto bez „zabetonowywania” go do granic wytrzymałości? Czy umiemy łączyć pragmatyzm Tadeusza Ferenca i skuteczność z wrażliwością na przestrzeń, zieleń i głos mieszkańców? Czy nowa władza znajdzie balans między „robota ma się robić” a miastem, w którym naprawdę dobrze się żyje?
Pięć lat po odejściu Ferenca widać, że Rzeszów nie skończył się wraz z jego kadencją – przeciwnie, stanął przed szansą, by przedefiniować swoją tożsamość. Pytanie, które powinniśmy dziś sobie zadać, brzmi: czy wykorzystujemy tę szansę, czy tylko żyjemy z odsetek od kapitału, który zostawił nam człowiek, dla którego najważniejsze było, by robota po prostu się robiła. Człowiek, który pomimo swoich niedoskonałości , szczerze kochał Rzeszów i poświęcił mu swoje życie.














![Dzień Seniora w Trzcianie 2026 [FOTORELACJA] Dzień Seniora w Trzcianie 2026 [FOTORELACJA]](https://static2.halorzeszow.pl/data/media/2026/02/04/sm-16x9-dzien-seniora-w-trzcianie-2026-fotorelacja-1770173765-1.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze