Sam Mateusz Morawiecki potwierdził, że powstało Stowarzyszenie Rozwój Plus – formalnie Stowarzyszenie Rozwój, Gospodarka, Przyszłość. Jak tłumaczy, celem ma być stworzenie „dodatkowej przestrzeni do dialogu, wymiany doświadczeń oraz inicjowania działań wspierających rozwój społeczny i gospodarczy Polski”. Brzmi niewinnie, ale liczby robią wrażenie.
Sekretarz zarządu stowarzyszenia, europoseł PiS Michał Dworczyk, ujawnił e mediach, że deklarację przystąpienia złożyło już blisko 50 parlamentarzystów: około 40 posłów, a także senatorowie i europosłowie. Wśród nich wymienia m.in. samego Dworczyka, Piotra Müllera, Waldemara Budę czy byłego prezesa Orlenu, dziś europosła Daniela Obajtka. To już nie margines, ale całkiem pokaźne środowisko wewnątrz obozu rządzącej prawicy.
15 kwietnia, przy okazji posiedzenia Sejmu, odbyło się spotkanie, na którym wybrano władze stowarzyszenia. Prezesem został Mateusz Morawiecki, jego zastępcą – Marcin Horała, w zarządzie znaleźli się także Izabela Antos, Paweł Jabłoński i Michał Dworczyk (jako sekretarz). Powołano również komisję rewizyjną z udziałem Piotra Müllera i Krzysztofa Szczuckiego. Dworczyk zapowiada już potrzebę powoływania koordynatorów regionalnych – a to w praktyce oznacza budowanie struktur.
Nerwy na Nowogrodzkiej. Ultimatum czy „spin”?
Oficjalna narracja ze strony stowarzyszenia jest uspokajająca: to tylko inicjatywa programowa, „poszerzająca elektorat PiS” i budująca platformę dialogu z wyborcami, którzy „serce mają po prawej stronie”, ale nie czują się dziś związani z żadną partią. Dworczyk przekonuje, że chodzi o wzmocnienie, a nie rozbijanie obozu, a Prawo i Sprawiedliwość najlepsze wyniki osiągało wtedy, gdy było szeroką formacją.
Problem w tym, że część polityków PiS widzi to zupełnie inaczej. Rzecznik Rafał Bochenek publicznie stwierdził, że parlamentarzyści nie powinni przystępować do tego typu inicjatyw. Inni – jak Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki, Mariusz Błaszczak czy sam Bochenek – mówią wprost, że stowarzyszenie jest wbrew interesowi partii i „nie ma na nie zgody”. W mediach pojawiły się informacje o rzekomym ultimatum Jarosława Kaczyńskiego: kto przystąpi do stowarzyszenia, ma nie znaleźć się na listach PiS.
Dworczyk stanowczo temu zaprzecza. Twierdzi, że ani na posiedzeniu prezydium Komitetu Politycznego, ani w rozmowach z członkami stowarzyszenia żadne ultimatum nie padło, a doniesienia o zakazie to raczej „spekulacje i przekaz osób niechętnych temu środowisku”.
Podkarpacie wśród „rozłamowców”
W tym całym zamieszaniu coraz częściej padają nazwiska polityków z Podkarpacia, którzy mieliby sympatyzować z projektem Morawieckiego. Na nieoficjalnej liście krążacej szeroko w Internecie pojawiają się m.in.:
- Zbigniew Chmielowiec – jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy PiS w regionie, od lat związany z Kolbuszową i okolicami. Polityk terenowy, budujący swoją pozycję w oparciu o bliski kontakt z wyborcami, ale dotąd kojarzony z lojalnością wobec partyjnych struktur. Jego wejście w orbitę nowej inicjatywy byłoby mocnym sygnałem, że w podkarpackim PiS naprawdę coś pęka.
- Fryderyk Kapinos – poseł z Mielca, wcześniej samorządowiec. Kojarzony bardziej z podejściem gospodarczym niż ideologiczną twardą linią. Dla takich polityków projekt Morawieckiego – mniej doktrynerski, bardziej „menedżerski” – może być naturalnym kierunkiem.
Na razie żaden z nich nie ogłosił oficjalnego rozstania z PiS, ale polityczny scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się political fiction, dziś opisuje się już w trzech krokach: najpierw stowarzyszenie, potem środowisko polityczne, a na końcu – być może – nowa partia.
Czytaj również:
Nowa centroprawica czy tylko gra o wpływy?
Morawiecki od lat nie jest utożsamiany z najbardziej ideologicznym, konserwatywnym skrzydłem PiS. W jego otoczeniu mówi się o projekcie, który ma iść w stronę centroprawicy, większego otwarcia na klasę średnią, przedsiębiorców i złagodzenia przekazu światopoglądowego. To potencjalny ruch w kierunku elektoratu środka – dziś częściowo zagospodarowanego przez PSL.
Nowa formacja, jeśli kiedyś powstanie na bazie Stowarzyszenia Rozwój Plus, mogłaby być więc:
- poważną konkurencją dla ludowców w walce o umiarkowany elektorat,
- albo partnerem do rozmów dla bardziej centrowego skrzydła PSL.
Na razie oficjalne komunikaty brzmią: „nie rezygnujemy ze stowarzyszenia”, „chcemy poszerzać elektorat PiS”, „to nie jest bunt, lecz praca programowa”. Jednocześnie kolejne przecieki, ostre reakcje części działaczy i rosnące napięcie pokazują, że stawka jest wysoka.
Czy dojdzie do politycznego trzęsienia ziemi?
Czy Mateusz Morawiecki rzeczywiście zdecyduje się na „opcję atomową” – wyjście z PiS i budowę własnej partii – czy też Stowarzyszenie Rozwój Plus pozostanie narzędziem nacisku i gry o wpływy wewnątrz obozu? Tego dziś nie wie nikt. Jedno jest jednak pewne: jeśli rozłam dojdzie do skutku, to właśnie Podkarpacie – dotąd bastion PiS – może stać się jednym z głównych pól bitwy. Nazwiska takie jak Zbigniew Chmielowiec czy Fryderyk Kapinos mogą wtedy odegrać znacznie większą rolę, niż dziś się wydaje – nie tylko w regionie, ale i w ogólnopolskim układzie sił po prawej stronie sceny politycznej.
















Napisz komentarz
Komentarze