Funkcjonariusz z powiatu przeworskiego udowodnił, że policyjna służba nie kończy się na radiowozie i interwencjach. Czasem oznacza też wizytę w klinice i oddanie własnych komórek macierzystych komuś zupełnie obcemu.

Rejestracja sprzed lat
Historia zaczęła się blisko dwie dekady temu. Wtedy Adrian Klich zapisał się do bazy potencjalnych dawców Fundacji "Fundacja DKMS". Bez fanfar, bez wielkich deklaracji - po prostu z myślą, że może kiedyś komuś się przyda.
Jak sam mówi: niewielki wysiłek, a stawka ogromna.
Telefon, który zmienia wszystko
Po 17 latach przyszła wiadomość: gdzieś jest osoba, z którą łączy go zgodność genetyczna. Dla pacjenta chorego na nowotwór krwi to często jedyna droga do zdrowia.
Policjant nie potrzebował czasu do namysłu. Potwierdził gotowość niemal od razu.
Szpital zamiast patrolu
Zanim doszło do pobrania komórek krwiotwórczych, były badania, konsultacje i formalności. Sam zabieg odbył się w wyspecjalizowanej placówce medycznej, przebiegł bezpiecznie i – jak podkreślają lekarze – w zdecydowanej większości przypadków jest mało uciążliwy dla dawcy.
Krótko mówiąc: więcej stresu bywa przy wizycie u dentysty.
Mundur zobowiązuje – także po ludzku
Postawa policjanta z Przeworsk to najlepszy dowód na to, że hasła o pomaganiu nie muszą kończyć się na plakatach. Czasem przybierają bardzo konkretną formę - kroplówki, wenflonu i kilku godzin spędzonych na oddziale.
Oddanie szpiku to dla wielu chorych jedyna szansa na życie. Adrian Klich zachęca wszystkich, by rozważyli rejestrację w bazie dawców.
Bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś okaże się naszym „genetycznym bliźniakiem”.















![Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA] Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA]](https://static2.halorzeszow.pl/data/media/2026/02/10/sm-16x9-obchody-86-rocznicy-pierwszej-deportacji-polakow-na-sybir-w-rzeszowie-fotorelacja-1770756759-0.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze