Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Adam Dziedzic
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Reklama
Reklama Gmina Świlcza
Reklama nawóz ogrodowy
Pilne! Tylko u nas!

Skandal w Rzeszowie! Czy to im uda się to co nie udało się Fijołkowi?

Podziel się
Oceń

W Rzeszowie wybuchł spór tak ostry jak riposty Michała Wróbla na sesjach rady miasta i tak emocjonalny jak derby Stali z Resovią. Tym razem nie chodzi jednak ani o politykę, ani o piłkę nożną, lecz o to, co wisi na jednym z najsłynniejszych pomników w mieście – kebab czy swojski aromat zapiekanki. Pomnik Czynu Rewolucyjnego, dziś w rękach Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia z Marcinem Maruszakiem na czele, stał się nośnikiem reklamy mięsnego dania, co wielu mieszkańcy odbierają jako zamach na ich symbol, tradycję i prawo do nieepatowania „złym mięsem” w Adwencie i Wielkim Poście. Obrońców pomnika jest więcej niż romansów na dancingach w Bohemie, a ich sprzeciw przybrał formę petycji do bernardynów z żądaniem cofnięcia darowizny i oddania monumentu miastu.

Reklama kebaba przy Pomniku Czynu Rewolucyjnego przez miesiące rozpalała emocje w Rzeszowie. Monument, który dla jednych jest reliktem dawnej epoki, a dla innych nieodłącznym elementem miejskiego pejzażu, zaczął pełnić nową funkcję – tła dla wielkoformatowej promocji  obcego kulturowo mięsnego dania. Mieszkańcy, którzy dotąd spierali się głównie o sens istnienia samego pomnika, nagle znaleźli wspólnego przeciwnika: baner z baraniną na cienkim z sosem mieszanym.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na fakt, że mięsną reklamę eksponowano również w okresach Adwentu i Wielkiego Postu, tradycyjnie kojarzonych z umiarem, refleksją i dla wielu z ograniczeniami w spożywaniu mięsa. W oczach autorów petycji to już nie tylko kwestia estetyki czy ładu przestrzennego, ale wręcz symboliczne „szczycia mięsem” w czasie, który powinien sprzyjać powściągliwości.

Tu możesz podpisać: 

Zapiekanka jako symbol ruchu oporu

W odpowiedzi na ofensywę kebaba do symbolicznej kontrataku ruszyli fani zapiekanek, pierogów ruskich, schabowego i bigosu, czyli wszystkiego, co uznają za esencję rzeszowskiej kuchni domowej. W petycji przypominają, że miasto ma własne dziedzictwo kulinarne – od ulicznych zapiekanek po klasyczne obiady – i że to ono, a nie przypadkowe dania z zewnątrz, powinno być kojarzone z centralnymi punktami Rzeszowa.

W tej groteskowo poważnej narracji zapiekanka staje się ostatnią linią obrony lokalnej tożsamości: jest swojska, dobrze znana i pozbawiona ideologicznego bagażu, który mieszkańcy przypisują kebabowi na pomniku. Spór o to, co wisi na monumencie, zaczyna przypominać konflikt dwóch obozów – niczym lokalna wersja podziału między PiS i PO, tylko że zamiast konferencji prasowych mamy sos czosnkowy i pieczarki.

Stowarzyszenie, darowizna i narastająca frustracja

Tłem całej historii jest decyzja, na mocy której Pomnik Czynu Rewolucyjnego trafił w ręce Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia kierowanego przez Marcina Maruszaka. Dla wielu mieszkańców ta darowizna oznaczała faktyczne odebranie pomnika miastu i oddanie go pod kontrolę podmiotu, który zaczął traktować go jak prywatną przestrzeń do szerzenia obcych kulturowo i niezdrowych tradycji. Gdy pojawiła się reklama kebaba, frustracja wybuchła z pełną mocą – bo symbol, który był „nasz”, stał się „ich”, a na dokładkę promuje nietylko obce kultyry ale i fatalne nawyki żywieniowe.

Zwolenników przywrócenia pomnika miastu, sądząc po reakcjach i komentarzach, jest więcej niż  romansów na sobotnich dancigach w Bohemie, a ich determinacja rośnie z każdą kolejną fotografią reklam na tle monumentu. W ich oczach to nie jest już tylko spór o gust, ale pytanie, kto ma realny wpływ na przestrzeń symboliczną Rzeszowa – mieszkańcy, miasto, zakon czy stowarzyszenie.

Bernardyni muszą…

Adresatem petycji stali się ojcowie bernardyni, którzy przekazali pomnik stowarzyszeniu. Sygnatariusze – z przymrużeniem oka, ale w tonie udającym śmiertelną powagę – piszą wprost, że liczą na refleksję: Bernardyni „muszą zrozumieć, komu oddali pomnik”, co dziś dzieje się z jego znaczeniem i że czas zakończyć „bezeceństwo banerów” oraz zwrócić monument miastu.

Postulaty są konkretne: cofnięcie darowizny, przywrócenie pomnika pod zarząd miasta, wykluczenie komercyjnego wykorzystywania monumentu oraz rozpoczęcie szerokiej dyskusji o tym, jaką rolę ma on odgrywać w przestrzeni publicznej. Petycja – dostępna na stronie petycjeonline.com – zbiera podpisy mieszkańców, którzy określają się jako miłośnicy zapiekanek, obrońcy ładu przestrzennego i osoby, które po prostu chcą, aby „pomnik znów był tylko pomnikiem”.

Primaaprilisowy żart w śmiertelnie poważnej oprawie

Choć cały spór idealnie wpisuje się w klimat Prima Aprilis, narracja wokół niego bywa zaskakująco poważna. Mamy tu wszystko: lokalny konflikt o symbol, napięcia między miastem a zakonem, emocje wokół „obcych tradycji kulinarnych” oraz manifest w obronie tradycyjnej kuchni jako części tożsamości Rzeszowa.

Jeśli finałem tej historii okaże się powrót pomnika do miejskich rąk, Rzeszów będzie mógł zanotować wyjątkowy precedens: oto w mieście, gdzie niejedna debata kończyła się patem, kulinarną wojnę o monument rozstrzygnęli ci, którzy najmocniej wierzyli w przewagę zapiekanki nad kebabem – przynajmniej na tle świętego pomnika.

Czy fanom zapiekanek uda się to co nie udało się Fijołkowi i jego urzędnikom...


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama