Wielki Czwartek i Wielki Piątek w ludowej tradycji południowo‑wschodniej Polski to nie tylko liturgia Triduum Paschalnego, ale także cały zestaw dawnych obrzędów, dziś często zapomnianych albo… budzących gorące spory. Jednym z nich jest „Judasz” – zwyczaj polegający na symbolicznym „ukaraniu” zdrajcy Chrystusa. Niegdyś uchodził za część kolorowego krajobrazu wiejskiej religijności, z czasem jednak ujawnił swoje mroczniejsze oblicze: antysemickie skojarzenia, brutalne praktyki i zachęcanie dzieci do przemocy.
Skąd się wziął „Judasz”? Od zimy do zdrajcy
Korzenie zwyczaju „Judasza” sięgają dużo głębiej niż sama opowieść ewangeliczna. W etnograficznych opisach pojawia się on jako przekształcona forma przedchrześcijańskiego rytuału niszczenia kukły symbolizującej zimę i śmierć – znanej choćby z topienia Marzanny. Z biegiem czasu ta słomiana postać została „ochrzczona” i powiązana z osobą Judasza, który zdradził Jezusa.
Na Podkarpaciu, zwłaszcza w okolicach Przeworska i Jarosławia, jeszcze do niedawna można było zobaczyć kukły wypchane słomą, wieszane na drzewach w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. W Pruchniku – jednym z najsłynniejszych ośrodków tego obrzędu – pod drzewem układano 30 drewnianych pałek symbolizujących 30 srebrników. Kukła wisiała do popołudnia Wielkiego Piątku, a punkt kulminacyjny przypadał na godzinę 15.00 – czas, który w tradycji Kościoła wiąże się ze śmiercią Chrystusa na krzyżu.

Sąd, biczowanie, ogień i woda
W Wielki Piątek o godzinie 15.00 kukłę ściągano z drzewa i układano na 30 pałkach. Przed bramą kościoła odbywał się symboliczny „sąd”. „Judasz” słyszał wyrok: za sprzedaż Chrystusa za trzydzieści srebrników ma otrzymać trzydzieści uderzeń. Potem rozpoczynała się brutalniejsza część widowiska – kukła była bita kijami, wleczona po ulicach, kopana, na końcu podpalana i wrzucana do potoku.
Inne, dziś już zarzucone formy „judasza” były jeszcze bardziej drastyczne. Do I wojny światowej w niektórych miejscowościach (m.in. Klimkówka, Jaćmierz, Brzozów, Grabownica, Niebieszczany) zrzucano z wieży kościelnej czarnego kota zamkniętego w zadrutowanym garnku z popiołem. Czarne koty postrzegano jako zwierzęcą postać demona, a ich skojarzenie z Judaszem było prawdopodobnie wtórne – kot stawał się po prostu kolejnym nośnikiem symbolu zła.
„Wieszanie żuru” i inne „żarty”
Z „Judaszem” łączył się też niegdyś bardzo popularny zwyczaj „wieszania żuru”. Proszono niewtajemniczonego – najczęściej młodego chłopca – aby przytrzymał garnek z wodą i popiołem. Garnek wieszano na drzewie, a pomocnik kończył oblany „żurem”. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak niewinna zabawa, ale etnolodzy zwracają uwagę, że pierwotnie mogło chodzić o coś więcej – „Żur” czy „Żurak” bywał nazwą słomianej kukły zimy, palonej w półpoście.
Uderza to, że w tych obrzędach stale pojawiają się te same symbole: kukła, drzewo, popiół, zielona gałąź. Razem tworzą opowieść o zderzeniu przeciwstawnych sił natury – śmierci i odradzającego się życia, ciemności i wiosennego światła. Z czasem na tę pierwotną warstwę nałożono interpretację chrześcijańską: Judasz jako uosobienie zła, które trzeba publicznie potępić i „usunąć” ze wspólnoty.

Pruchnik 2019, medialny skandal na Wielkanoc
Choć po II wojnie światowej zwyczaj „palenia Judasza” niemal zanikł, w kilku miejscowościach przetrwał – a Pruchnik długo był z tego dumny. Na oficjalnych materiałach gminy chwalono się, że „rok rocznie odbywa się Sąd nad Judaszem”.
W 2019 roku obrzęd wrócił w formie, która wywołała ogólnopolski skandal. W Wielki Piątek, o godz. 15.00, na słupie przy ulicy Jana Pawła II zawisła słomiana kukła z pejsami, wydatnym nosem i strojem jednoznacznie kojarzonym ze stereotypowym wizerunkiem Żyda. Na piersi widniał napis „JUDASZ 2019. ZDRAJCA”, obwieszczano też godzinę „sądu”. Przed kościołem odczytano wyrok: 30 razów za zdradę Jezusa. Karę wymierzały dzieci, liczący tłum komentował i podsycał emocje. Rozlegały się okrzyki, by dołożyć „jeszcze pięć za to, że chcą odszkodowań od Polski”. Dzieci biły kukłę kijami, zadawały kopniaki, a dorośli chwalili ich „zapał”: „Dobrze, mały. Szacun!”, „Lej!”. Następnie kukłę ciągnięto przez miasteczko, zatrzymując się w kolejnych miejscach, by powtarzać „bicie”. Na końcu, nad rzeką Mleczką, „Judaszowi” odcięto głowę, ciało podpalono i wrzucono do wody. Obrazy z Pruchnika obiegły media – i przestały być lokalną atrakcją, a stały się symbolem czegoś znacznie poważniejszego.


Tradycja czy pretekst do nienawiści?
Obrońcy zwyczaju natychmiast sięgnęli po argument: „to staropolska tradycja”. Faktycznie, palenie Judasza było znane w wielu regionach Polski na przełomie XIX i XX wieku, a podobne praktyki funkcjonowały także w innych krajach katolickich (m.in. Grecja, Hiszpania, Meksyk). Rzecz w tym, że historia nie zatrzymała się na etnograficznych opisach.
W relacjach z Pruchnika od lat widać stopniowe „dogęszczanie” symboliki. W 1968 r. kukła miała rysy izraelskiego generała Mosze Dajana – wtedy mocno demonizowanego w polskiej propagandzie. Po 1989 r. dodawano czerwony krawat, odsyłający do fantazmatów o „żydokomunie”. W 2001 r. napis „Judasz zdrajca” zastąpiło słowo „Jude”, a część mieszkańców zaczęła mówić wprost: „Żyd wydał Żyda za trzydzieści srebrników. To należy mu się kara”. W tle pojawiały się odwołania do Jedwabnego i współczesnych sporów o pamięć. Nic dziwnego, że w 2019 roku reakcja opinii publicznej była ostra. Politycy, publicyści i organizacje społeczne zwracali uwagę nie tylko na antysemicki przekaz, ale też na fakt, że w rolę katów wciągnięto dzieci – ucząc je, że przemoc wobec „wroga” może być formą zabawy i „pielęgnowania tradycji”.
Między obrzędem a odpowiedzialnością
Historia „Judasza” z Podkarpacia pokazuje, jak złożone bywają losy ludowych zwyczajów. Z jednej strony mamy ciekawy, głęboko zakorzeniony obrzęd, w którym splatają się przedchrześcijańskie wyobrażenia o walce zimy z wiosną i chrześcijańska opowieść o zdradzie. Z drugiej – widzimy, jak łatwo symboliczna kukła zaczyna przyjmować bardzo konkretne rysy: „pejsaty zdrajca”, „wróg, który zasługuje na baty”.
Dyskusja, która wybuchła po wydarzeniach w Pruchniku, dotyczy więc nie tylko tego, czy „wolno ruszać tradycję”. Dotyka pytania, co z nią robimy dziś: czy potrafimy zachować to, co w niej ciekawe i wartościowe – warstwę teatralną, symboliczną, edukacyjną – jednocześnie jasno odcinając się od przemocy, nienawiści i antysemickich skojarzeń.
![„Judasz” na Podkarpaciu. Zapomniany obrzęd Wielkiego Tygodnia i jego współczesne dylematy [ZDJĘCIA] bicie judasza - pruchnik - wieszanie judasza](https://static2.halorzeszow.pl/data/articles/xl-judasz-na-podkarpaciu-zapomniany-obrzed-wielkiego-tygodnia-i-jego-wspolczesne-dylematy-1775119094.jpg)
![„Judasz” na Podkarpaciu. Zapomniany obrzęd Wielkiego Tygodnia i jego współczesne dylematy [ZDJĘCIA] bicie judasza - pruchnik - wieszanie judasza](https://static2.halorzeszow.pl/data/articles/sm-16x9-judasz-na-podkarpaciu-zapomniany-obrzed-wielkiego-tygodnia-i-jego-wspolczesne-dylematy-1775119094.jpg)














Napisz komentarz
Komentarze