Dla każdego, kto choć trochę zna realia podkarpackiej sceny politycznej, kariera Sobolewskiego była książkowym przykładem awansu na same szczyty władzy. Droga z Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego i biura w Przemyślu wprost do gabinetu na Nowogrodzkiej sprawiła, że "Sobol" stał się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce. To on pociągał za sznurki w strukturach regionalnych i decydował o tym, kto znajdzie się na listach.
Jednak polityczna łaska na pstrym koniu jeździ, zwłaszcza po wyborach z października 2023 roku.
Czytaj również:
Załamanie poparcia i widmo „tłustych kotów”
Pierwszy poważny cios nadszedł wraz z wynikami wyborczymi. W 2019 roku Sobolewski wykręcił w Rzeszowie imponujący wynik, ponad 38 tysięcy głosów. Cztery lata później, mimo wysokiego miejsca na liście i gigantycznych możliwości partyjnego aparatu, zgarnął zaledwie 18 390 głosów. Spadek o ponad połowę był porażką, której Centrala nie mogła zignorować.
Drugim gwoździem do politycznej trumny okazały się kontrowersje wokół jego żony, Sylwii Sobolewskiej. Prasa szybko okrzyknęła ją jedną z sztandarowych postaci afery tzw. „tłustych kotów”. Zasiadanie w radach nadzorczych i zarządach spółek państwowych i komunalnych (m.in. Orlen, PKO TFI, czy spółka komunalna w Kamieniu Pomorskim) wywołało głośne niezadowolenie nawet wewnątrz samych struktur PiS. Gdy Jarosław Kaczyński ogłosił wojnę z nepotyzmem, Sobolewska musiała ze stanowisk ustępować, ale rysa na wizerunku mężowskiej polityki pozostała. Sobolewski w ramach powyborczych rozliczeń musiał poddać się do dymisji ze stanowiska sekretarza generalnego partyjnego komitetu.
Czytaj również:
Od Kuchcińskiego do Morawieckiego?
Ostatnie doniesienia „Newsweeka” i warszawskich mediów pokazują, że pęknięcie na linii Nowogrodzka – Sobolewski się pogłębia. Sygnałem alarmowym dla ludzi związanych z prezesem była niedawna obecność Sylwii Sobolewskiej na grillu integracyjnym organizowanym przez stowarzyszenie „Rozwój Plus”, zaplecze polityczne byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
W politycznych kuluarach Rzeszowa i Warszawy zaczyna dominować przekonanie, że przejście Sobolewskiego pod skrzydła Morawieckiego jest tylko kwestią czasu. „Sobol od dawna jest zapatrzony w byłego szefa rządu”, mówią bez ogródek politycy ze stolicy.
Dla samego Sobolewskiego przejście do obozu byłego szefa rządu może być jedyną szansą na polityczne przetrwanie w obliczu postępujących rozliczeń wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości.
Jedno jest pewne: na podkarpackiej prawicy kończy się pewna epoka. Człowiek, który kiedyś układał listy i decydował o karierach lokalnych polityków od Bieszczad po Tarnobrzeg, sam stał się pionkiem na planszy narastającego konfliktu frakcyjnego.
Czytaj również:




Napisz komentarz
Komentarze