Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
PRZECZYTAJ TAKŻE:
Reklama
Reklama safran praca, praca sędziszów młp
Poznaj losy niezwykłej podróżniczki!

Pierwsza Polka w Indiach pochodziła z Podkarpacia. Zapomniana podróżniczka, która wyprzedziła swoją epokę

Podziel się
Oceń

Zanim wielkie podróżniczki trafiły na okładki magazynów, ona wyruszyła z galicyjskich Chłopic aż do Indii i Himalajów – a potem wszystko opisała w książce. Ewa z Koziebrodzkich Dzieduszycka, ziemianka spod Jarosławia, stała się pierwszą Polką, która pozostawiła po sobie książkową relację z podróży do Indii, łącząc życie hrabiny, sportsmenki, emancypantki i globtroterki w jednej, zadziwiająco nowoczesnej biografii.

Podkarpacie ma swoją bohaterkę, dla której wciąż nie znalazło się miejsce w szkolnych podręcznikach czy na lekcjach historii. Pierwsza Polka, która nie tylko dotarła do Indii, ale i opisała tę podróż w książce, urodziła się nie w Warszawie czy Krakowie, lecz w niewielkich Chłopicach pod Jarosławiem. To stamtąd w świat ruszyła Ewa z Koziebrodzkich Dzieduszycka – ziemianka, podróżniczka, emancypantka w praktyce do dziś wciąż jeszcze zbyt mało znana pionierka.

Dziewczyna z Chłopic, która chciała widzieć więcej

Ewa Dzieduszycka przyszła na świat w 1879 roku w rodzinie silnie związanej z południowo‑wschodnią Galicją. Dorastała w domu, w którym pamięć o powstaniu styczniowym – w którym brał udział jej ojciec Władysław – szła w parze z przywiązaniem do ziemi i lokalnej społeczności. Po śmierci rodziców Ewa i jej starsza siostra Anna trafiły pod opiekę Anieli Kielanowskiej w Kozłowie; tam, zamiast „grzecznej pensji” dla panienek, czekało je solidne, nowoczesne wykształcenie.

Prywatni nauczyciele i nauka u sióstr niepokalanek w Jarosławiu otworzyły przed Ewą świat książek i idei wykraczających poza granice Galicji. To właśnie jarosławski etap edukacji biografowie uznają za kluczowy: młoda ziemianka zaczęła interesować się innymi kulturami, losem kobiet poza Europą i tym, jak naprawdę wygląda życie „po drugiej stronie mapy”.

Hrabina, która wsiadła na rower i za kierownicę

W 1900 roku Ewa wyszła za mąż za hrabiego Władysława Jana Jakuba Dzieduszyckiego, syna znanego humanisty i polityka Wojciecha Dzieduszyckiego. Zamieszkali w Jezupolu – majątku, który z czasem stał się bazą wypadową do coraz śmielszych podróży. Tam urodziły się ich dzieci: Juliusz Wojciech, Aniela Zofia i Wojciech. Z zewnątrz – klasyczna ziemiańska rodzina. Od środka – laboratorium nowoczesności.

Jak wynika ze wspomnień i opracowań, po narodzinach dzieci Ewa zaczęła robić coś, co w okolicy budziło autentyczne zdumienie: wyruszała w teren… na rowerze. W przedgórzu Karpat była prawdopodobnie pierwszą kobietą, którą widywano na dwóch kółkach. W czasach, gdy rower dla pań uważano za „nieprzyzwoity” i „niebezpieczny”, jej obecność na drodze była manifestem – cichym, ale bardzo czytelnym gestem niezależności.

Kilka lat później przyszedł czas na kolejny symbol nowej epoki – automobil. Od 1905 roku Dzieduszyccy dysponowali pierwszym samochodem w okolicy. Widok Ewy za kierownicą nowoczesnego pojazdu, mknącej galicyjskimi drogami, zapadał w pamięć. To nie był tylko kaprys bogatej ziemianki, lecz świadoma demonstracja, że kobieta może być nie pasażerką, ale kierowcą swojego życia – dosłownie i metaforycznie.

Emancypantka w praktyce

Ewa Dzieduszycka uważnie śledziła wieści o sufrażystkach, czytała zagraniczną prasę, rozmawiała o prawach kobiet w świecie, który wciąż wolał widzieć je w salonie niż na szlaku. Jej emancypacja nie polegała jednak na publicznych wystąpieniach, lecz na codziennych wyborach: jeździła konno, urządzała długie piesze wyprawy, uczyła się jazdy na nartach pod okiem Mariusza Zaruskiego.

Pierwsze narty wykonała własnoręcznie – tak wynika z relacji przywoływanych przez badaczy jej życia. Góry, ruch, samodzielność – to był jej sposób na wyjście poza ciasne ramy ról przypisywanych kobietom z dobrych domów. Zamiast biernie przyglądać się światu z okna dworu, wychodziła mu naprzeciw.

Z Podkarpacia do Indii i Himalajów

Zanim dotarła do Indii, Ewa przemierzyła Karpaty i Alpy, odwiedziła Palestynę, północną Afrykę, Grecję i Rumunię. Każda z tych podróży poszerzała jej horyzonty i utwierdzała w przekonaniu, że Europa to tylko fragment większej całości. Kulminacją tej drogi była wyprawa do Indii i Himalajów – przedsięwzięcie odważne nawet dla mężczyzny tamtych czasów, tym bardziej niezwykłe w wykonaniu kobiety z Galicji.

Efektem tej podróży stała się książka „Indye i Himalaje. Wrażenia z podróży”, wydana we Lwowie w 1912 roku. To nie był suchy katalog zabytków ani egzotyzująca pocztówka. Dzieduszycka opisywała krajobrazy, ale też codzienne życie, obyczaje, relacje społeczne, a przede wszystkim sytuację kobiet w Indiach. Badacze literatury i historii turystyki zgodnie podkreślają: to pierwsza w Polsce książkowa relacja z Indii napisana przez kobietę.

Z perspektywy Podkarpacia ta informacja brzmi szczególnie mocno. Oto kobieta urodzona pod Jarosławiem, wychowana w klimacie galicyjskiej prowincji, jako pierwsza Polka zabiera czytelników w głąb Indii – z uwagą, empatią i bez kompleksów wobec wielkiego świata.

Wojna, obozy, wygnanie

Jej biografia nie zatrzymała się jednak na kartach podróżniczej książki. XX wiek upomniał się o Dzieduszycką z całą brutalnością. II wojna światowa przyniosła rodzinie dramaty: mąż Ewy został aresztowany przez NKWD, córkę zesłano do Kazachstanu, sama autorka trafiła do obozu Gross‑Rosen. Te doświadczenia – potwierdzone w źródłach archiwalnych – odcisnęły na niej ślad, którego nie da się oddzielić od wcześniejszych lat wolności i podróży.

Po wojnie Ewa zamieszkała we Wrocławiu. Mimo wieku pozostała aktywna, wciąż wierna idei ruchu, samodzielności i ciekawości świata. W powojennej Polsce – tak różnej od tej, którą znała z czasów Galicji – była żywym pomostem między epoką dworów a nową rzeczywistością.

„Podróżniczka” wraca do czytelników

Na początku lat 60. Ewa Dzieduszycka spisała swoje wspomnienia. Przez dekady pozostawały w rękopisie, znane tylko rodzinie i nielicznym badaczom. Dopiero w 2018 roku ukazały się drukiem jako książka „Podróżniczka”, opracowana przez jej wnuczkę Małgorzatę Dzieduszycką‑Ziemilską i prawnuczkę Dominikę Sigsworth.

Ta publikacja stała się kluczem do ponownego odkrycia Ewy – nie jako anonimowej „hrabiny z Kresów”, ale konkretnej kobiety z Chłopic, która pierwsza z Polek opisała Indie, jeździła na rowerze po przedgórzu Karpat, prowadziła samochód, konno i na nartach zdobywała góry. To dzięki „Podróżniczce” i pracom badaczek, takich jak Aleksandra Kijak‑Sawska czy Ula Ryciak, jej historia wraca dziś do szerszego obiegu.

Zapomniana pionierka Podkarpacia

Historia Ewy Dzieduszyckiej pokazuje, że Podkarpacie było nie tylko peryferią wielkich imperiów, lecz także punktem startu dla kobiety, która w swoim czasie wyprzedziła epokę. Pierwsza Polka opisująca Indie nie wyszła z wielkomiejskich salonów, lecz z galicyjskiej prowincji – i może właśnie dzięki temu patrzyła na świat z taką ciekawością i otwartością.

Jej losy – od Chłopic, przez Jezupol, Karpaty, Indie i Himalaje, po obozy koncentracyjne i powojenny Wrocław – tworzą opowieść, która zasługuje na miejsce w regionalnej i ogólnopolskiej pamięci. To gotowy materiał na szkolną lekcję, lokalny szlak edukacyjny, a nawet film. Wystarczy, by Podkarpacie na nowo upomniało się o swoją zapomnianą pionierkę.

 


 


Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: JurekTreść komentarza: Co szkodzi obiecać. Herr Towarzysz Błaszczak nie takie cuda na kiju w otoczeniu wojskowych obiecywał.Data dodania komentarza: 27.02.2026, 20:58Źródło komentarza: Błaszczak: nie wolno pozwolić na to, żeby Polska weszła do programu SAFEAutor komentarza: rzeszowiakTreść komentarza: Ten Pan powinien nigdy nie zostać prezydentem miasteczka Rzeszów!Data dodania komentarza: 26.02.2026, 17:35Źródło komentarza: Czy Rzeszów naprawdę chce odwołać Fijołka? W co gra Strojny? Pytania, których nikt głośno nie zadajeAutor komentarza: JanekTreść komentarza: Czy można bardziej sięgnąć dna?Data dodania komentarza: 25.02.2026, 12:57Źródło komentarza: Rzeszów upamiętnia czwartą rocznicę pełnoskalowej agresji Rosji na UkrainęAutor komentarza: KosmitaTreść komentarza: Ech, Panie Zandberg, i co, dowali się podatek od pustostanu i lokum stanieje? Niby światły Ludziak i bez zacięcia wiarowego w czary-mary a w cuda wierzy. Przeć to proste jak drut, kwotę podatku wrzuci się w cenę pustostanu a zapłaci ten, którego na to będzie stać lub będzie miał taką fanaberię. A lokum to se niech puste stoi i choćby 10 lat.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 20:18Źródło komentarza: Razem chce wyższej stawki podatku od pustostanów. W Rzeszowie rusza inicjatywa uchwałodawczaAutor komentarza: KosmitaTreść komentarza: Szanowne Ludziaki, wiem, że to co teraz napiszę, to bardzo wielu z Was się nie spodoba, ale niestety muszę, bo taki już jestem. Na co dzień jesteście bardzo zainteresowani wszechogarniającą brukselską głupotą, jaka medialnie do Polaków dochodzi. A to zakaz poruszania się PIERDZIWOZÓW w centrach miast, innym razem związki małżeńskie JEDNOPCIOWCÓW lub nawet te przysłowiowe PROSTOWANIE BANANÓW. Wszystko Was interesuje, w odróżnieniu od tej głupoty dziejącej się między Odrą a Bugiem. Dziś na warsztat biorę FEST DURNOTĘ poczynioną za czasów 100 procentowego władzowania PIS-u. Oto ONA, dawna 500+ a dziś zwana 800+. Krótka wyliczanka. Roczne rozdawnictwo dla ELEKTORATU to jakieś 65 mld złotych. Program obowiązuje od 1 kwietnia 2016. Niezły dowcip, względem obowiązku alimentacyjnego za POMIOT nie będący wynikiem własnej kopulacyji, czyli w tym roku przypada 10 rocznica, razy 65 mld, co daje 650 mld złotych. Efektywność produkcyjna powyższego programu gospodarczego wynosi ZERO a wręcz wartość ujemną, gdyż tak zwana dzietność spadła z 1,45 w 2017 r. do ok. 1,09–1,11 w 2024/2025 roku. Fakt, w roku 2016 lekko wzrosło, bo poniektórzy spożytkowali 500+ na zakup stosownych procentów i na chwilę się zapomnieli. Niestety, otrzeźwienie wróciło szybko. Dziś deficyt budżetowy wynosi ok. 300 mld złotych, czyli 650 minus 300 daje 350 mld na prawdziwym PLUSIE, w rozumieniu wyrównanego salda budżetowego, czyli wydatki są równe przychodom. I wcale nie jest to tylko wynikiem rządów obecnie WŁADZUJĄCYCH. Co można za taką kasę zrobić, jakie pożyteczne inwestycje? Na przykład, taka mała elektrownia atomowa kosztuje około 25 mld zł. To ile już dziś takich, by wypuszczało strumienie elektronów do sieci energetycznych? No tak, ale Hajery Przodowe mają coś do powiedzenia tym względzie. W innych miejscach GLOBU jakoś poradzono sobie także z tym problemem. Że co, pastwię się tylko na PIS-ie? Dobrze, PO-wcy też mają swój udział w tym, że Ludziakom się odechciewa żyć i rozmnażać w tym kraju. Już chociażby te rozwalone OFE. Jeśli jedni WŁADZUJĄCY nie dotrzymują obietnic to, czemu drudzy nie mogą majstrować przy stanowionym prawie? Co, zbyt duże uproszczenie? Mam inne zdanie, bo, po co komplikować coś, co jest zupełnie proste. Jeśli Ludziaki są nieszczęśliwe, to nawet im DUPCYĆ się nie chce. Polityka plus kopulacja, równa się depopulacja. Tym sposobem nominuję 800+, do pierwszego miejsca na PUDLE, w kategorii NADWIŚLAŃSKA DURNOTA.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 20:08Źródło komentarza: PiS przeciw likwidacji bonu żłobkowego w Rzeszowie. "To uderzenie w rodziny"Autor komentarza: Rudy DarekTreść komentarza: Szkoda że Mojżeszów nie nie upamiętnia ofiar Palestyny, ofiar Wołynia, czy ofiar głodu w Afryce!Data dodania komentarza: 24.02.2026, 13:47Źródło komentarza: Rzeszów upamiętnia czwartą rocznicę pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama