Po godzinie 16 w miniony piątek dyżurny odebrał dramatyczne połączenie. Mężczyzna twierdził, że udusił swoją partnerkę. W takich sytuacjach nie ma miejsca na wątpliwości – patrole natychmiast ruszają pod wskazany adres. Tyle że tym razem rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż opis przez telefon.
Alarm najwyższego kalibru
Zgłoszenie dotyczyło jednego z mieszkań przy ulicy Floriańskiej. Informacja o rzekomym zabójstwie oznacza jedno: natychmiastową reakcję. Funkcjonariusze nie czekali ani chwili.
Na miejscu nie znaleziono jednak ani ciała, ani śladów przemocy.
„Chciałem, żeby szybko przyjechali”
W rozmowie z 52-latkiem wyszło na jaw, że historia o uduszonej partnerce była wymyślona. Mężczyzna przyznał, że skłamał, bo chciał, by służby jak najszybciej pojawiły się w mieszkaniu. Tłumaczył, że jego partnerka źle się czuła.
Problem w tym, że kobieta zapewniła, iż nic jej nie dolegało. Co więcej – miała mówić partnerowi, żeby nigdzie nie dzwonił.
Alkohol i lekceważenie
Zarówno zgłaszający, jak i jego partnerka byli pod wyraźnym wpływem alkoholu. To jednak nie usprawiedliwia uruchamiania całej machiny ratunkowej bez powodu.
52-latek do sprawy podszedł z dużą dozą nonszalancji. Miał stwierdzić, że „ma gdzieś sąd, bo i tak nic mu nie zrobi”.
Sąd zweryfikuje pewność siebie
Za bezpodstawne wezwanie służb mężczyzna odpowie przed sądem. Fałszywe alarmy to nie żart – angażują policję i operatorów numeru 112, którzy w tym czasie mogliby pomagać w realnym zagrożeniu.
Tym razem nikt nie ucierpiał. Poza czasem i nerwami tych, którzy potraktowali dramatyczne słowa poważnie – bo takie zgłoszenia zawsze traktuje się poważnie.














![Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA] Obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Rzeszowie [FOTORELACJA]](https://static2.halorzeszow.pl/data/media/2026/02/10/sm-16x9-obchody-86-rocznicy-pierwszej-deportacji-polakow-na-sybir-w-rzeszowie-fotorelacja-1770756759-0.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze