Zamknięta rezerwacja i wolne krzesełka na nagraniach
Dystrybucja bezpłatnych biletów prowadzona przez Estradę Rzeszowską zakończyła się w kilkążdziesiąt sekund. Dla wielu rzeszowian – w tym dla najmłodszych grup szkoleniowych lokalnych sekcji lekkoatletycznych – wejściówek po prostu zabrakło.
Jednak na nagraniach i transmisjach z wydarzenia uwagę zwracały wolne punkty na trybunach, co wywołało falę dyskusji w mediach społecznościowych. Mieszkańcy zwracają uwagę na wyraźną rozbieżność między szybkim wyczerpaniem puli a faktyczną frekwencją.
„Piękny jest, ale wstyd, bo widzimy pustki, a bilety się rozeszły – to coś tu nie tak. Porażka, jeżeli chodzi o organizację i dystrybucję” – napisał jeden z internautów.
Inni uczestnicy wskazywali na spadek liczby widzów w trakcie imprezy:
„1/3 miejsca, jak nie lepiej, była wolna po zakończeniu defilad. Po połowie tego przedstawienia frekwencja już całkiem się posypała, bo zawiedzeni ludzie zaczęli wychodzić...”
W sieci pojawiły się też bezpośrednie pytania kierowane do ratusza:
- „Puste sektory i gdzie te bilety dla mieszkańców? Może pora, panie prezydencie, na wyjaśnienia!”
- „Puste miejsca, a dzieciaki z młodszych grup lekkoatletycznych zostały wykluczone z otwarcia, bo nie dostały wejściówek.”
- „Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa, proszę o wyjaśnienie pustych trybun i bez szans na zarezerwowanie wejściówki dla rzeszowian. Strzelił się pan w dwa kolana, panie prezydencie.”
- „Dokładnie. Wejściówki niby się rozeszły, a połowa miejsc pusta na wydarzeniu. Wizerunkowo bardzo kiepsko to wygląda.”
Czytaj również:
Dlaczego trybuny nie wypełniły się po brzegi?
Obserwując przebieg inauguracji bezpośrednio ze stadionu, trudno uniknąć pytań o przyczyny takiego obrazu widowni. Pierwszą z nich może być sam mechanizm dystrybucji, za który odpowiadał urzędniczy aparat miasta. Przy całkowicie darmowych wejściówkach bez żadnego wpłaconego wadium czy symbolicznej opłaty bardzo łatwo o sytuację, w której kody pobierane są hurtowo i „na zapas”. Jeśli ratusz nie przewidział odpowiednich zabezpieczeń lub weryfikacji rezerwacji, doprowadziło to do powstania setek tzw. „martwych biletów”. W efekcie prawdziwi pasjonaci sportu odbili się od cyfrowej ściany, a przypisane do nich miejsca na stadionie pozostały puste.
Czytaj również:
Trudno też nie zastanawiać się nad wyborem samego terminu inauguracji. Planowanie wielkiego, kilkugodzinnego widowiska na otwartej przestrzeni w pierwszych dniach listopada z natury niesie ze sobą ogromne ryzyko. Wieczorny, dotkliwy mróz i temperatury bliskie zera mogły sprawić, że część osób zrezygnowała z przyjścia w ostatniej chwili lub opuściła sektory tuż po części oficjalnej. Czy miejscy organizatorzy uwzględnili jesienno-zimowe warunki pogodowe, nakłaniając rzeszowian do długiego przesiadywania na zimnych krzesełkach?
Na to wszystko nałożyły się dodatkowo ponure doniesienia z sąsiedniej Małopolski, gdzie po tragicznym zamachu w Krakowie ogłoszono żałobę narodową. Obawy o bezpieczeństwo przy masowych zgromadzeniach oraz ogólny nastrojowy ciężar tego dnia z pewnością mogły zatrzymać część mieszkańców w domach.
Niezależnie od tego, która z tych przyczyn przeważyła, organizacyjny i wizerunkowy zgrzyt pozostaje faktem, a kwestia dystrybucji wejściówek przy miejskich wydarzeniach wymaga pilnego wyciągnięcia wniosków na przyszłość.



Napisz komentarz
Komentarze