Nowy biskup w Rzeszowie. Kim jest bp Krzysztof Chudzio?
W środę, 24 czerwca 2026 roku, w Kuriach Diecezjalnych w Rzeszowie oraz Przemyślu równolegle odczytano komunikat Stolicy Apostolskiej. Decyzją papieża nowym biskupem koadiutorem diecezji rzeszowskiej został mianowany bp Krzysztof Chudzio, dotychczasowy biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej.
Warto podkreślić, że od stycznia 2022 roku, kiedy to posługę zakończył bp Edward Białogłowski, diecezja rzeszowska pozostawała bez drugiego hierarchy. Bp Krzysztof Chudzio to doświadczony duchowny. Urodził się 25 czerwca 1963 roku w Przemyślu, święcenia kapłańskie przyjął w 1988 roku. Przez kilkanaście lat (1989–2005) pracował duszpastersko na Wschodzie, m.in. na terenie dzisiejszej Ukrainy, gdzie pełnił funkcję sekretarza i kanclerza biskupa kamienieckiego. Po powrocie do kraju był m.in. ojcem duchownym w przemyskim seminarium oraz proboszczem w Jasienicy Rosielnej. Sakrę biskupią przyjął w maju 2020 roku, a jego zawołaniem są słowa „Deo fideli et misericordi” (Bogu wiernemu i miłosiernemu). W Konferencji Episkopatu Polski pełni odpowiedzialne funkcje – m.in. przewodniczącego Komisji Charytatywnej oraz członka Rady ds. Rodziny.
Choć funkcja biskupa koadiutora formalnie przypomina zadania biskupa pomocniczego, różni się od niej jednym, kluczowym detalem: koadiutor posiada prawo następstwa. Oznacza to, że w momencie odejścia obecnego ordynariusza automatycznie i bez dodatkowych dekretów przejmuje pełną władzę nad diecezją.
Nadzwyczajny krok Watykanu. W tle kara za milczenie
Biorąc pod uwagę wiek obecnego ordynariusza biskupa Jana Wątroby, który ma obecnie 72 lata i cieszy się bardzo dobrym zdrowiem, wysłanie koadiutora na trzy lata przed jego ustawową emeryturą (przypadającą na 2028 rok) jest sytuacją nadzwyczajną. Jak ustalił Tomasz Krzyżak na łamach „Rzeczpospolitej”, decyzja ta ma charakter sankcji kanonicznej za błędy hierarchy w procedowaniu spraw o przestępstwa seksualne wobec małoletnich:
„Informując w środę o wyznaczeniu dla diecezji rzeszowskiej biskupa koadiutora, którym został bp Krzysztof Chudzio z Przemyśla, nie podano żadnych powodów takiej decyzji. Koadiutora, czyli biskupa z prawem następstwa wyznacza się zazwyczaj w sytuacji, gdy obecny ordynariusz nie może poradzić sobie z obowiązkami np. z powodu choroby. – Taka sytuacja w Rzeszowie nie występuje. Biskup Wątroba ma 72 lata, jest w bardzo dobra formie. Wyznaczenie mu koadiutora jest zatem efektem postępowania Stolicy Apostolskiej. Swego rodzaju karą – mówi mi jednej z moich informatorów.”
Działania te są możliwe dzięki specjalnym normom, jakie papież Franciszek wprowadził w 2019 roku, umożliwiającym pociąganie do odpowiedzialności biskupów, którzy ignorowali lub tuszowali doniesienia o pedofilii w Kościele. Zawiadomienie o możliwych zaniedbaniach bp. Wątroby trafiło do Watykanu w 2021 roku, a sprawę z ramienia Stolicy Apostolskiej badał metropolita przemyski abp Adam Szal.
Tragedia pani Moniki i bezczynność kurii
Głównym powodem interwencji Watykanu stała się bulwersująca sprawa pani Moniki, która jako 12-letnie dziecko padła ofiarą bezwzględnego wykorzystywania seksualnego przez rzeszowskiego duchownego, ks. Edmunda. Gehenna kobiety trwała kilkadziesiąt lat. Reportaż z „Plusa Minusa” ukazuje ogrom dramatu poszkodowanej i barierę, na jaką natrafiła w instytucjach kościelnych:
„Wyrok na siebie podpisałam w kuchni. Tak właśnie w kuchni. Dożywocie, bo tego nie da się ani cofnąć, ani o tym zapomnieć – zaczyna swoją opowieść Monika. Dziś ma nieco ponad 50 lat, ale kiedy w jej życiu pojawił się ks. Edmund, miała zaledwie 12. Gehenna kobiety trwa już 40 lat. Ból czasem jakby zanika, ale zaraz wraca ze zdwojoną siłą, bo ludzie, którzy teoretycznie powinni jej pomóc, wciąż ją krzywdzą. Ale walczy. Nie, nie o pieniądze. One są sprawą drugorzędną. Walczy o sprawiedliwość.”
Mimo że ordynariusz rzeszowski został osobiście poinformowany przez ofiarę o sprawie w drugiej połowie 2013 roku, reakcja władz kościelnych była rażąco opóźniona. Jak podają źródła „Rz”, sprawca został ukarany przez Kościół dopiero w marcu 2024 roku – aż 11 lat po tym, jak dowiedział się o tym osobiście bp Jan Wątroba. Ponadto rzeszowska kuria dopuściła się poważnych uchybień proceduralnych: dokumenty z wyrokiem wysłano do Rzymu dopiero w grudniu, po stanowczej interwencji Dykasterii Nauki Wiary. Watykańscy urzędnicy wytknęli rzeszowskiemu biskupowi, że czyny ks. Edmunda były tak drastyczne, że powinien zostać bezwzględnie wydalony ze stanu duchownego.
Co gorsza, nałożony na przestępcę zakaz publicznych wystąpień okazał się fikcją. W styczniu 2026 roku media ujawniły, że ukarany ks. Edmund bez przeszkód brał udział w wydarzeniach publicznych. Wskazuje to bezpośrednio na brak jakiegokolwiek nadzoru ze strony bp. Wątroby, do którego obligował go Watykan.
„To wasz artykuł przyczynił się do tego. Gdyby nie to, to stałabym dalej w miejscu – mówi nam pani Monika.”
Kontrowersje wokół innych spraw i obrona ordynariusza
To nie jedyny przypadek, który kładzie się cieniem na posłudze biskupa Wątroby w Rzeszowie (funkcję tę sprawuje od 2013 roku). Publicysta i prawnik Artur Nowak, w głośnym wywiadzie dla portalu OKO.press, przypomniał sytuację innego duchownego, ks. Romana J., który w 2012 roku został prawomocnie skazany przez sąd powszechny za molestowanie ministranta. Nowak w mocnych słowach ocenia zachowanie hierarchy:
„Biskupi, żeby nie gorszyć parafian, przenoszą sprawców gwałtów z parafii na parafię. W konsekwencji stwarza się im warunki do krzywdzenia innych dzieci, bo sprawcy w nowym miejscu są anonimowi. (...) O księdzu prawomocnie skazanym przez sąd powszechny za molestowanie dziecka, który ciągle odprawia mszę biskup rzeszowski Jan Wątroba powiedział, że “jego wina jest wątpliwa”. Myślę, że to jest prawdziwa twarz polskiego kościoła. Buta, narcyzm i miałkość intelektualna.”
Kuria rzeszowska argumentowała wówczas w procesie kanonicznym, że kara nałożona przez sąd świecki była wystarczająca i nie ma potrzeby nakładania sankcji kościelnych, ponieważ duchowny „przemyślał swoje zachowanie”. W 2019 roku rzeszowskiego ordynariusza zdecydowanie broniły również lokalne organizacje, takie jak Stowarzyszenie „Europa Tradycja” oraz Ruch „Stop Laicyzacji”. Ich przedstawiciele (w tym były senator Kazimierz Jaworski oraz Ryszard Skotniczy) zwołali konferencję prasową, przekonując, że zarzuty wobec biskupa są bezpodstawne. Zgodnie z relacją z tego wydarzenia:
„Sprawa opisywana przez „Gazetę Wyborczą” dotyczy sytuacji, która miała miejsce na długo przed tym jak biskup Jan Wątroba został biskupem w Rzeszowie, co więcej nie był on nawet wcześniej kapłanem Diecezji Rzeszowskiej. Udział biskupa Jana Wątroby w tej sprawie dotyczył wyłącznie ostatniego etapu gdy ks. Roman J. był już po postępowaniu przed sądem państwowym - tłumaczył Ryszard Skotniczy ze stowarzyszenia Europa Tradycja. (...) Co w takiej sytuacji mógł zrobić biskup? W świetle posiadanych informacji sprawa przedstawiała się wątpliwie. Biskup honorował postanowienia sądów świeckich i informował o całej sprawie Watykan – mówił podczas czwartkowej konferencji były senator Kazimierz Jaworski, reprezentujący ruch Stop Laicyzacji.”
Podnoszono także fakt, że w toku kościelnego śledztwa dziesięciu świadków odmówiło składania zeznań, co uniemożliwiło zebranie twardych dowodów.
Nieuchronne zmiany
Fakty zgromadzone przez watykańskie dykasterie przeważyły jednak szalę. Choć bp Jan Wątroba pozostaje formalnie ordynariuszem miejsca, wprowadzenie biskupa koadiutora Krzysztofa Chudzio odsuwa go od realnego, samodzielnego decydowania o losach diecezji i zapowiada rychłą, całkowitą zmianę warty w strukturach rzeszowskiego Kościoła. Przypadek ten staje się kolejnym dowodem na to, że Watykan coraz mniej pobłażliwie traktuje kwestię odpowiedzialności hierarchów za ukrywanie najcięższych przestępstw wobec najmłodszych.




Napisz komentarz
Komentarze