Wszystko zaczęło się od klasycznego "niedzielnego melanżu" w jednym z bloków przy ul. Mazurskiej. Lokatorzy postanowili urozmaicić sobie (oraz wszystkim sąsiadom) wieczór. Impreza była na tyle huczna, że z sufitu mieszkania poniżej zaczęła kapać woda. Zdesperowana sąsiadka, widząc, że jej M-3 powoli zamienia się w kryty basen, postanowiła interweniować osobiście. Niestety, imprezowicze, stosując starą taktykę "udawajmy, że nikogo nie ma w domu, to sobie pójdą", konsekwentnie nie otwierali drzwi.
Kobieta uznała, że czas wezwać profesjonalne wsparcie i zadzwoniła na komisariat na Nowym Mieście.
Sukces ma wielu ojców, a wpadka... jednego poszukiwanego
Gdy na miejsce przybyli mundurowi, czar prysnął, a drzwi magicznie się otworzyły. Policjanci szybko potwierdzili, że zgłoszenie było jak najbardziej zasadne:
- Muzyka: zdecydowanie za głośno,
- Sąsiadka: skutecznie zalewana,
- Bonus: jeden z uczestników domówki poszukiwany listem gończym.
Uwaga dla uciekających przed prawem: Jeśli ukrywasz się przed wymiarem sprawiedliwości, robienie domówki z efektami aquaparku i nagłośnieniem koncertowym nie jest najlepszą strategią kamuflażu.
Podczas rutynowego legitymowania biesiadników okazało się, że 31-letni uczestnik zabawy jest dobrze znany rzeszowskiemu Sądowi Rejonowemu. Mężczyzna miał już na swoim koncie wyrok za kradzież, jednak zamiast stawić się w zakładzie karnym, wolał testować cierpliwość sąsiadów na Mazurskiej.
Z parkietu na pryczę
Finał tej historii jest równie mało rozrywkowy, co przewidywalny. Mężczyzna został zatrzymany i prosto z imprezy przewieziony do placówki penitencjarnej. Najbliższe 16 miesięcy spędzi w miejscu, gdzie:
- Cisza nocna jest rygorystycznie przestrzegana,
- Problemy z hydrauliką zgłasza się oficerowi dyżurnemu,
- Współlokatorzy raczej nie organizują głośnych domówek.
Mężczyzna rozpoczął już odbywanie kary. Sąsiadom z ul. Mazurskiej gratulujemy powrotu do upragnionego świętego spokoju, a zatrzymanemu życzymy... udanej refleksji.




Napisz komentarz
Komentarze